expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>
Obecnie blog przechodzi korekty, w trakcie pisania jest epilog, po którego opublikowaniu blog zostanie oficjalnie zamknięty.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vicky. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vicky. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 stycznia 2015

III. Heroiczne czyny, godne mrozu i lodu

Elsa powoli otworzyła oczy i nie mogła uwierzyć we własny wyczyn sprzed kilku sekund. Była oszołomiona, jej bladziuteńkie dłonie właśnie poskromiły najgroźniejszy żywioł, ogień. Jej ciało trzęsło się od nadmiaru emocji i przez moment mogłoby się wydawać, że księżniczka osunie się na ziemię, jednak ona powoli podeszła do pozostałości po drzwiach, które jeszcze niedawno stały w płomieniach, a teraz pokrywał je lód. Drżącymi palcami przesunęła po przejrzystym, błyszczącym wytworze własnych rąk. Zauważyła, że zimno obejmujące opuszki zupełnie jej nie przeszkadzało. Nagle ocknęła się i rozejrzała po korytarzu, na którym zapanowała zupełna cisza.
 – Uciekajcie! – krzyknęła, nie rozumiejąc, dlaczego nikt nie biegnie ku bezpiecznemu dziedzińcu.
Król wstał, wciąż trzymając ciężarną małżonkę w ramionach, którą nie sposób było ocucić. Wraz ze służbą ruszyli ku wolności. Jednak coś zatrzymało władcę Arendelle. Jego ukochana córka stała w miejscu, jakby nie miała zamiaru wyjść z zamku, który nadal trawił ogień.
 – Elso, musimy uciekać! – powiedział stanowczym tonem, łapiąc dziewczynkę za ramię.
Ona jednak zwinnie wywinęła się z uścisku i odwróciła tyłem do wyjścia.
 – Ja nie idę – oznajmiła poważnie, patrząc na ojca znad ramienia. – Wiem, co potrafię, a z pomocą Księżyca na pewno uda mi się ocalić nasz dom – zacisnęła drobną dłoń na koszuli nocnej, w miejscu gdzie biło jej młode, odważne serce.
 – To wariactwo! – krzyknął mężczyzna, jednak księżniczka pozostała w bezruchu. – Nie zdołasz unicestwić takiego żywiołu! Jeśli coś ci się stanie...
 – Kocham was, pamiętajcie o tym – odwróciła się do króla ze łzami w oczach. – Muszę spróbować – dodała szeptem, po czym odgrodziła się od rodziców lodową ścianą, pokazując, że nie zmieni swojej decyzji.
Chwilę patrzyła na zniekształconą przez lód, przerażoną twarz ojca. Kiedy w końcu zrezygnowany władca wyniósł małżonkę na dziedziniec, pobiegła do drzwi sali audiencyjnej i spojrzała na drewniane belki przy suficie pochłaniane przez płomienie.
 – Ja, księżniczka Elsa Luna Klementyna II oświadczam, iż dołożą wszelkich starań, by za pomocą mojego daru pokonać ogień, więc dopomóż mi, potężny Księżycu!
Zebrała w sobie siły i skierowała palce ku szalejącemu żywiołowi. Zacisnęła powieki, wyobrażając sobie, jak lód pokrywa strop. Kiedy otworzyła oczy, jej wyobrażenia stały się prawdą, a jej jasne włosy oprószał drobny śnieg. Wtedy zobaczyła na końcu holu postać w granatowej bluzie, która z zaciętym wyrazem twarzy zamrażała z pomocą zakrzywionego kija płomienie w bocznych korytarzach.
 – Jack! – zawołała i pobiegła w jego kierunku.
Chłopak chwycił ją w ramiona i przytulił mocno do siebie. Dla tej małej istoty pokonał własny strach, przez który miał wrażenie jakby topił się między językami ognia. Dla niej wyprzedził wiatr, byleby tylko ją znaleźć i sprawić, że będzie bezpieczna. Była dla niego jak młodsza siostra Emma, którą kiedyś ocalił od utonięcia, samemu zostając pochłoniętym przez wodę.
 – Jack... – wyszeptała dziewczynka, wtulając twarz w szronowe wzory na ubraniu przyjaciela. – Tak się cieszę, że cię widzę! – po jej policzkach popłynęły łzy szczęścia.
 – Elso, idź w bezpieczne miejsce, ja zajmę się ogniem, dobrze? – powiedział, wstając i uderzając kijem o posadzkę, żeby podkreślić wagę swych słów.
 – Nie zostawię cię! Jesteś moim przyjacielem, a z nimi idzie się wszędzie! – dziewczynka tupnęła nogą i otarła resztki łez. – Przysięgłam sobie chronić zamek.
 – Proszę – wykrztusił Frost, zaskoczony, jak poważne obietnice składa pięciolatka.
Patrzył chwilę i wtedy minął szok, a do białowłosego dotarło, że jego przyjaciółka wygląda zgoła inaczej. Otworzył szerzej oczy z przerażenia, składając pojedyncze wydarzenia w całość scenariusza. To, co stało się w nocy, odbiło piętno na księżniczce, nie tylko zmieniając kolor jej włosów i oczu, ale także obdarzając ją ogromną mocą. Czy będzie ona błogosławieństwem czy też przekleństwem miały określać emocje targające przyszłą królową Arendelle. Po bladym policzku Elsy popłynęła samotna łza, która zamarzła w połowie drogi na ziemię i z cichym brzękiem pękającego kryształu lodu roztrzaskała się. Zapadła cisza i walka na spojrzenia. Jasnowłosa odwróciła się i zaczęła powoli iść do wrót, pokrywając szronem dywan przy stawianiu kolejnych kroków. Strażnik rzucił się do walki z żywiołem, który był jego największym lękiem i słabością. Nagle krzyknął, kiedy płomień osmalił mu rękaw bluzy i poparzył skórę. Czarny ślad na materiale sparaliżował go. Zacisnął palce na lasce, aż zbielały mu kostki, jednak nie poruszył się choćby o milimetr. Czuł coraz większe gorąco, aż stracił kontakt z rzeczywistością, a obraz rozmył się w czarną plamę. Ostatnie, co usłyszał, to swoje imię wołane przez znajomy głos, który uwielbiał.
 – Jack! – Elsa uklękła obok nieprzytomnego przyjaciela, z wysiłkiem odgradzając się lodową ścianą od ognia. – Jack, obudź się, proszę! – szarpała za rękaw jego bluzy, próbując dotrzeć do podświadomości chłopaka.
Jednak on nie otwierał oczu. Zrozpaczona księżniczka chwyciła jego częściowo naruszony przez ogień kij i skierowała ku górze. Czuła zbierające się w niej emocje, złość, rozpacz, nadzieję. Dłoń dziewczynki, którą ściskała laskę drżała, a osmalone drewno powoli pokrywało się szronem. Elsa zacisnęła powieki, a kiedy je rozchyliła, cały zamek pokryty był warstwą lodu, która już powoli zaczynała topnieć. Osunęła się na kolana i zaczęła szlochać, przysuwając się do Frost'a. Dla niego zawróciła, biegła, potykając się o krótkie nóżki, dla niego wciąż próbowała utrzymać się na nogach, pomimo wycieńczenia. Musiała skupić się jeszcze ten jeden, ostatni raz. Popatrzyła na twarz przyjaciela, tak przerażająco zastygłą w spokojnym wyrazie, zupełnie na przekór wydarzeniom. Wyglądał jakby był pogrążony w śnie. Kładąc dłonie na klatce piersiowej Strażnika i wyrównując swój oddech, dobrze wiedziała, co robi. Przemknęło jej przez myśl, że do końca życia będzie musiała dziękować Księżycowi za to, że ją poprowadził. Ostatkami sił zebrała moc w koniuszkach palców i wyobraziła sobie, jak przelewa się ona w serce białowłosego. Po chwili czarne ślady po ogniu zaczęły znikać z jego skóry i włosów. W końcu otworzył szare oczy, w które powracał dawny blask. Patrzył nieco tępo w sufit, a Elsa znużona wysiłkiem opadła na posadzkę, jednak w głębi duszy ciesząc się, że jej przyjaciel jest cały i zdrowy.





[pierwotna wersja napisana przez Vicky, korekta wprowadzona przez Amebę-chan]