Twarz dziewczynki rozpromieniła się. Jack żyje. Elsa przytuliła
chłopaka, ale on nie odwzajemnił tego uścisku. Oderwał się od
niej jak oparzony i szybko wstał cofając się kilka kroków.
Księżniczka zdziwiona powoli zaczęła podchodzić do strażnika z
myślą, że on tylko żartuje, ale zatrzymał ją głos chłopaka.
- Nie podchodź. Kim ty jesteś?
"Nie pamięta mnie" myślała Elsa, a po jej policzkach
zaczęły spływać łzy. Jej najlepszy przyjaciel jej nie pamiętał.
Osoba, na której jej bardzo zależało, której mogła powiedzieć
wszystko. Dziewczynka zdecydowała, że musi pomóc strażnikowi
odzyskać pamięć. Nie mogła go stracić. Nie teraz.
- Jestem Elsa. Twoja przyjaciółka - powiedziała spokojnie.
- Czemu mam ci wierzyć? Skąd mogę wiedzieć, że mnie nie
okłamujesz? - zapytał.
- Nie pamiętasz jak się razem bawiliśmy? Lepiliśmy bałwany,
rzucaliśmy się śnieżkami... Nic nie pamiętasz? Proszę uwierz mi
- powiedziała błagalnie.
Jack patrzył na dziewczynkę przez kilka minut. Nie wiedział co
powiedzieć, zrobić. Nie ufał jej.
- Ja ci nie wierzę. Przepraszam - powiedział chwytając swoją
laskę, z której niewiele zostało i wyleciał przez uchylone okno.
Elsa upadła na podłogę i zaczęła płakać. Wokół
dziewczynki pojawiały się sople, które były już prawie w całym
pokoju, ale do pomieszczenia wbiegli jej rodzice. Byli przerażeni.
Zaczęli mówić do córki, ale ona ich nie słuchała. Jej rodzice
nie wiedzieli co się stało. Nie wiedzieli jak się czuje. Po pewnym
czasie nie wytrzymała. Emocje wzięły górę.
- Wy nic nie rozumiecie! - krzyknęła robiąc niespodziewany
ruch ręką, z której wydobył się lód.
Ojciec dziewczynki upadł na podłogę, a jego żona upadła obok
niego i zaczęła sprawdzać czy oddycha. Król oddychał bardzo
wolno. Prawie nie żył.
- Już nigdy was nie skrzywdzę -powiedziała Elsa i wybiegła z
pokoju kierując się do drzwi.
"Prawie zabiłam własnego ojca. Jestem niebezpieczna."
tylko to jej chodziło po głowie. Chciała uciec i już nigdy nie
wrócić. Nie skrzywdzić już nikogo.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jack leciał szybko chcąc oddalić się od zamku. Nie wiedział
co się dzieje. Pamiętał tylko to, że jest strażnikiem. Nic
więcej. Gdy już nie widział pałacu usiadł na ziemi. Był
rozkojarzony. "Na pewno nie jestem jej przyjacielem. Przecież
ja jej nawet nie znam." Myślał Jack. Przez kilka minut
siedział na ziemi z zamkniętymi oczami. Chciał się uspokoić.
"Może powinienem z nią porozmawiać?" Przemknęło mu
przez myśl, ale tak szybko jak ten pomysł się pojawił tak szybko
zniknął. Po pół godzinie uznał, że dziewczynka go z kimś
pomyliła i nie myśląc o tym odleciał.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kobieta chciała pobiec za córką, ale nie mogła. Musiała pomóc
swojemu mężowi, który... umierał. Szybko wstała i zawołała
służące. Kazała im przyprowadzić kilku silnych mężczyzn i
przynieść koce. Po kilku minutach mężczyźni przyszli i zanieśli
króla do karocy, a kocami, które przyniosły służące królowa
okryła męża. Kobieta wytłumaczyła woźnicy gdzie ma jechać i
ruszyli. Pozostało tylko jedno pytanie. Czy król przeżyje?
***
Hej tu Princess Of Darkness.
Od razu mówię, że nie jestem pewna czy ten koleś, który
prowadzi karocę to woźnica.
Wiem rozdział gorszy od wcześniejszych i taaaaki krótki ;c
Przepraszam za to, że musieliście tyle czekać na takie coś.
Cała wena poszła na opowiadanie na polski :/
Kolejny rozdział leci do Weroniki Kubas.
Pozdrawiam.