expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>
Obecnie blog przechodzi korekty, w trakcie pisania jest epilog, po którego opublikowaniu blog zostanie oficjalnie zamknięty.

poniedziałek, 9 lutego 2015

IV. Obietnica

Twarz dziewczynki rozpromieniła się. Jack żyje. Elsa przytuliła chłopaka, ale on nie odwzajemnił tego uścisku. Oderwał się od niej jak oparzony i szybko wstał cofając się kilka kroków. Księżniczka zdziwiona powoli zaczęła podchodzić do strażnika z myślą, że on tylko żartuje, ale zatrzymał ją głos chłopaka.
- Nie podchodź. Kim ty jesteś?
"Nie pamięta mnie" myślała Elsa, a po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Jej najlepszy przyjaciel jej nie pamiętał. Osoba, na której jej bardzo zależało, której mogła powiedzieć wszystko. Dziewczynka zdecydowała, że musi pomóc strażnikowi odzyskać pamięć. Nie mogła go stracić. Nie teraz.
- Jestem Elsa. Twoja przyjaciółka - powiedziała spokojnie.
- Czemu mam ci wierzyć? Skąd mogę wiedzieć, że mnie nie okłamujesz? - zapytał.
- Nie pamiętasz jak się razem bawiliśmy? Lepiliśmy bałwany, rzucaliśmy się śnieżkami... Nic nie pamiętasz? Proszę uwierz mi - powiedziała błagalnie.
Jack patrzył na dziewczynkę przez kilka minut. Nie wiedział co powiedzieć, zrobić. Nie ufał jej.
- Ja ci nie wierzę. Przepraszam - powiedział chwytając swoją laskę, z której niewiele zostało i wyleciał przez uchylone okno.
Elsa upadła na podłogę i zaczęła płakać. Wokół dziewczynki pojawiały się sople, które były już prawie w całym pokoju, ale do pomieszczenia wbiegli jej rodzice. Byli przerażeni. Zaczęli mówić do córki, ale ona ich nie słuchała. Jej rodzice nie wiedzieli co się stało. Nie wiedzieli jak się czuje. Po pewnym czasie nie wytrzymała. Emocje wzięły górę.
- Wy nic nie rozumiecie! - krzyknęła robiąc niespodziewany ruch ręką, z której wydobył się lód.
Ojciec dziewczynki upadł na podłogę, a jego żona upadła obok niego i zaczęła sprawdzać czy oddycha. Król oddychał bardzo wolno. Prawie nie żył.
- Już nigdy was nie skrzywdzę -powiedziała Elsa i wybiegła z pokoju kierując się do drzwi.
"Prawie zabiłam własnego ojca. Jestem niebezpieczna." tylko to jej chodziło po głowie. Chciała uciec i już nigdy nie wrócić. Nie skrzywdzić już nikogo.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Jack leciał szybko chcąc oddalić się od zamku. Nie wiedział co się dzieje. Pamiętał tylko to, że jest strażnikiem. Nic więcej. Gdy już nie widział pałacu usiadł na ziemi. Był rozkojarzony. "Na pewno nie jestem jej przyjacielem. Przecież ja jej nawet nie znam." Myślał Jack. Przez kilka minut siedział na ziemi z zamkniętymi oczami. Chciał się uspokoić. "Może powinienem z nią porozmawiać?" Przemknęło mu przez myśl, ale tak szybko jak ten pomysł się pojawił tak szybko zniknął. Po pół godzinie uznał, że dziewczynka go z kimś pomyliła i nie myśląc o tym odleciał.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Kobieta chciała pobiec za córką, ale nie mogła. Musiała pomóc swojemu mężowi, który... umierał. Szybko wstała i zawołała służące. Kazała im przyprowadzić kilku silnych mężczyzn i przynieść koce. Po kilku minutach mężczyźni przyszli i zanieśli króla do karocy, a kocami, które przyniosły służące królowa okryła męża. Kobieta wytłumaczyła woźnicy gdzie ma jechać i ruszyli. Pozostało tylko jedno pytanie. Czy król przeżyje?
***




Hej tu Princess Of Darkness.
Od razu mówię, że nie jestem pewna czy ten koleś, który prowadzi karocę to woźnica.
Wiem rozdział gorszy od wcześniejszych i taaaaki krótki ;c
Przepraszam za to, że musieliście tyle czekać na takie coś. Cała wena poszła na opowiadanie na polski :/
Kolejny rozdział leci do Weroniki Kubas.
Pozdrawiam.