Jack nawet nie wiedział, w którą stronę dokładnie leci, wiatr tak jakby sam go prowadził, chyba, że w głowie Jacka jest kompas czy tam mapa. W każdym razie leciał bardzo szybko do małej dziewczynki. Niebo przykryte było już ciemnogranatową powłoką, na której ogromny, jasny księżyc wyróżniał się bardzo, a w około niego gwiazdy. Białowłosy miał natłok myśli. Próbował sobie przypomnieć tą dziewczynkę, ale to było niemożliwe. Coś nie pozwalało mu przypomnieć jak się znalazł w tym zamku, kim była ta dziewczynka i w ogóle. Wkrótce lasy zaczęły zmieniać się w brukowe uliczki, a wzdłuż niej poustawiane ubogie domy. Zaś na granicy miasta piętrzył się przepiękny zamek rodziny królewskiej. Niebieskooki przyspieszył lot, a po chwili był już pewnie w pokoju małej białowłosej. Rozejrzał się po pokoju. Łóżko z baldachimem było w nieładzie. Zabawki porozrzucane po podłodze, jakby ktoś tu się bawił. Jedna z ścian była czarna jakby przypalona, lecz nie to zainteresowało chłopaka. Jack patrzył na zdjęcie brązowowłosej dziewczynki z tak samo brązowymi oczkami. Była uśmiechnięta. Rączki splotła z tyłu i pochyliła się nieco do przodu. Jej oczka przepełnione radością i beztroską dziecka. Za nią zaś stał on!! On,białowłosy młodzieniec z niebieskimi oczami.
"Nie da się ukryć, że był niezwykle przystojny" - pomyślał Jack i pewnie parsknąłby śmiechem, ale w tej chwili był poważny.
Dokładnie! Dziecko zabawy i wiecznego dzieciństwa było poważne! Zastanawiał się skąd to zdjęcie się tu wzięło, a przede wszystkim on?! Wiedział, że i co wierzą ujrzą go na zdjęciu, ale ci co nie wierzą nie zobaczą go. To wiedział. Może jakoś przypadkiem stanął za kimś i zrobiono mu zdjęcie, a on nie wiedząc o tym sobie poszedł? Ale to niemożliwe! Chłopak na zdjęciu uśmiechał się w stronę aparatu (jak coś były już aparaty,ale takie stare:P). Tylko, że on pamiętał by chyba takie coś...
"A może miał brata bliźniaka?" - zamyślił się, ale szybko wykreślił tą opcję.
Odłożył przemyślenia o sobie i skierował wzrok na dziewczynkę. Była identyczna jak ta białowłosa tylko kolory się nie zgadzały i tym razem była uśmiechnięta, a nie tak jak wtedy gdy ujrzał ją pierwszy raz, albo pierwszy raz po utraconej pamięci. Było tyle opcji! Ale jedno jest pewne: ta dziewczynka mówiła jednak prawdę...
- Muszę jechać to moja córeczka! - krzyczała jakaś kobieta na korytarzu. Jack oderwał się od patrzenia na fotografię i podszedł do drzwi uchylając je delikatnie.
- Ależ jesteś w ciąży - powiedział poważnie prawdopodobnie mąż kobiety.
- Jasonie! - krzyknęła kobieta, a zza rogu wyłonił się mężczyzna, pewnie służący.
- Tak królowo? - spytał kłaniając się.
- Proszę przygotować karocę i konie - odpowiedziała.
On ukłonił się i poszedł. Kobieta była podobna do dziewczynki na zdjęciu, a dziewczynka na zdjęciu była prawie taka sama jak ta białowłosa. Jackowi już pękała mózgownica.
- Kochanie nie możesz... - zaczął mąż królowej.
- Nie martw się nic się nie stanie - zapewniła królowa, a jej mąż przytaknął niechętnie i razem gdzieś poszli.
Jaka córeczka? Co się stało? Jack kompletnie nic nie rozumiał. Wyszedł z pokoju na szeroki korytarz i podszedł do sprzątaczek, które żywo i niespokojnie o czymś rozmawiały.
- To nie słyszałaś?! - spytała zdziwiona czarnowłosa kobieta.
- A co takiego? - spytała brunetka.
- Księżniczka Elsa zniknęła, prawdopodobnie zniknęła - powiedziała szeptem do brunetki.
Jack już dalej nie słuchał. Przez niego dziewczynka nie ważne czy ją znał czy nie, naraziła się na niebezpieczeństwo.
- Elsa....To wszystko przeze mnie - wyszeptał, a słowo ,,uciekła" rozprzestrzeniało się echem w głowie Jacka, który natychmiast wyskoczył przez pierwsze lepsze okno i poleciał na poszukiwania małej księżniczki, bał się, że jej nie znajdzie, a co gorsza, że jej już nie ma, ale próbował odrzucać te myśli.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Mała białowłosa dziewczynka spała sobie na sianku opierając swą głowę o konia. Zaciskała mocno powieki i wierciła się nie spokojnie. W małej główce wiele się działo. Śniła o Jacku, o tym jak jej nie pamięta. Bała się go. On jej groził. Dziewczynka uciekała w popłochu i nagle gdzieś spadła. Potem zobaczyła Jacka, ale tym razem ją przepraszał, że nie pamięta. Niebieskooka przytuliła się do niego płacząc. Zobaczyła tą stajnię,do której teraz wlewało się piekące światło. Na sianie leżał koń. A ona wtulona była w Jacka. Zaraz!! Snem był ten koszmar, w którym Jack jej groził, ale teraz już nie śni!! To jest prawda!! Dziewczynka spojrzała w oczy strażnika. Był uśmiechnięty, ale w oczach był ból. Mądra Elsa zobaczyła to.
- Jesteś smutny? - spytała zmartwiona.
- Troszkę tak. Niestety nie pamiętam cię... Przepraszam. Wiem, że cię znam, ale nie mogę sobie przypomnieć - powiedział zmartwiony, lecz dziewczynka uśmiechnęła się pocieszająco.
- To co z tego? Nadal jesteś moim najlepszym przyjacielem - powiedziała na co Jack się rozpromienił.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Jest znalazłem ją!!! Był już ranek, a on szukał jak głupi. Wtedy zauważył stajnię i coś dziwnego poczuł, takie bijące zimno. Poleciał tam. Wszedł do środka. Na sianie leżała białowłosa dziewczynka. Ucieszył się ogromnie .Elsa była niespokojna. Miała zaciśnięte mocno powieki, z których kapały łzy. Jack pogłaskał ją po głowie. Ona otworzyła oczy.
- Przepraszam cię - powiedział, a po chwili Elsa stała już wtulona w swojego przyjaciela.
Elsa wytłumaczyła co się stało, ale Jack i tak nie mógł sobie tego przypomnieć. Jak mógł stracić pamięć przez ogień? I czemu nie pamiętał tylko Elsy? Resztę pamiętał, że jest strażnikiem i ble ble, ale czemu zapomniał o swojej małej przyjaciółce? Tego nie wiedział, ale nie da za wygraną dopóki się nie dowie kto to zrobił, dlaczego i czemu akurat zapomniał Elsę?
***
Tu Patrycja Jagiełło!
Mam nadzieję,że się podobało.
Następny rozdzialik pisze:
Tam tam ta ra dam: Alika Frozen
Obecnie blog przechodzi korekty, w trakcie pisania jest epilog, po którego opublikowaniu blog zostanie oficjalnie zamknięty.
niedziela, 8 marca 2015
sobota, 7 marca 2015
V. Nowy początek
Jack leciał jak najdalej przed siebie. Uznał że musi
wszystko powiedzieć North’owi. Jedno pytanie kołatało mu się po głowie. Kim
była ta mała dziewczynka? Nie znał jej w ogóle, ale nie widział powodu żeby
miała go okłamywać. Uświadomił sobie coś i gwałtownie się zatrzymał. Chwila! Ona
go widziała! No przecież musiała, no nie? Ale, ale jak? To jest nie możliwe.
Albo? Albo ona naprawdę nie kłamała. Chłopak nie potrafił tego wszystkiego
ogarnąć. Naprawdę musi pogadać z Mikołajem. Z tą myślą popędził przed
siebie jak błyskawica.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mała Elsa wybiegła z zamku. Gdzie ma teraz pójść? Nie zna tu żadnych miejsc. Prawie całe życie spędziła w zamku. Ludzie przechodzili obok niej, nie zwracając na nią uwagi. Uznała że tą noc spędzi gdzieś w mieście, a z samego rana, jak najszybciej je opuści. Jedynym sensownym miejscem na nocleg zdawały się jej stajnie. Ponieważ dużo jeździła konno dobrze pamiętała gdzie są stajnie. Poszła szybko w ich kierunku. Przechodząc obok piekarni poczuła jak bardzo jest głodna. Przejrzała swoje kieszenie. Znalazła 5 złotych monet. Jak pamięć jej nie zawodzi, to za 1 złotą monetę dało kupić się dość duży bochenek chleba. Popchnęła drzwi wejściowe, a dzwonek nad nimi zawieszony zadzwonił radośnie. Podeszła nieśmiało do lady.
Mała Elsa wybiegła z zamku. Gdzie ma teraz pójść? Nie zna tu żadnych miejsc. Prawie całe życie spędziła w zamku. Ludzie przechodzili obok niej, nie zwracając na nią uwagi. Uznała że tą noc spędzi gdzieś w mieście, a z samego rana, jak najszybciej je opuści. Jedynym sensownym miejscem na nocleg zdawały się jej stajnie. Ponieważ dużo jeździła konno dobrze pamiętała gdzie są stajnie. Poszła szybko w ich kierunku. Przechodząc obok piekarni poczuła jak bardzo jest głodna. Przejrzała swoje kieszenie. Znalazła 5 złotych monet. Jak pamięć jej nie zawodzi, to za 1 złotą monetę dało kupić się dość duży bochenek chleba. Popchnęła drzwi wejściowe, a dzwonek nad nimi zawieszony zadzwonił radośnie. Podeszła nieśmiało do lady.
- Dobry wieczór - przywitała się grzecznie, jak nakazują
dobre maniery.
- Witam panienkę! - odpowiedział jej uśmiechnięty sprzedawca.
Znała go z widzenia z pałacu. Jego córka była nadworną kucharką, odwiedzał ją raz czy dwa w miesiącu.
- Co panienka sobie życzy?
Znała go z widzenia z pałacu. Jego córka była nadworną kucharką, odwiedzał ją raz czy dwa w miesiącu.
- Co panienka sobie życzy?
Jego wesołe usposobienie sprawiło że od razu na twarzy Elsy
zakwitł uśmiech.
- Poprosiłabym jeden bochenek chleba, ale nie taki duży - poprosiła lekko dygając z przyzwyczajenia.
- Oczywiście! Już podaję! - zniknął na chwilę z pola
jej widzenia, a potem wrócił z złotym bochenkiem chleba. - Jeszcze ciepły!
Przed chwilką wyjąłem z pieca! - uśmiechnął się serdecznie. Położyła złotą
monetę na ladzie i wzięła chleb do rąk. Ciepło jeszcze bardziej poprawiło jej
humor.
- Reszty nie trzeba - powiedziała cicho i wyszła
z piekarni.
Wolnym krokiem szła w stronę
stajni zajadając się chlebem. Chyba nigdy w życiu zwykły chleb, bez
niczego, nie smakował lepiej niż teraz! Usłyszała jak ludzie obok niej
zaczynają coś głośno mówić. Szybko cały tłum zszedł na bok ulicy. Zobaczyła jak
karoca królewska szybko przejeżdża przez miasto. Zobaczyła zaniepokojoną twarz
matki. Rozglądała się ona po tłumie szukając bardzo wyróżniających się białych
włosów dziewczynki, wśród ciemnych włosów większości poddanych. Elsa widząc to
kucnęła, udając że coś jej upadło. Jej główka schowała się w tłumie sekundę po
tym gdy królowa spojrzała w tamtym kierunku. Gdy tłum wrócił do normalnego
funkcjonowania Elsa jeszcze szybciej przeszła do stajni. Cicho otworzyła
wejściowe drzwi. Podeszła do Strachajły. To jej kara klacz. Tak naprawdę ma na
imię Merci, ale Jack nazwał ją Strachajłą, ponieważ według niego ona
wszystkiego się boi. Mer radośnie zarżała na jej widok.
- Cii mała. Cichutko - uciszyła ją delikatnie Elsa. - Nie
będzie ci przeszkadzać jak tu sobie poleżę? - spytała kładąc się na sianie.
Po chwili klacz położyła się obok niej. Dopiero teraz dotarło do niej jak bardzo jest zmęczone.
Po chwili klacz położyła się obok niej. Dopiero teraz dotarło do niej jak bardzo jest zmęczone.
- Dobranoc Jack - ziewnęła i szybko zasnęła. Nie wiedziała
jednak że tej nocy koszmary jej nie opuszczą.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
-North! - krzyknął Jack.
Był już w siedzibie Mikołaja, ale nie mógł go znaleźć.
- Cholera jasna North! Gdzieś ty się zakopał!
Był już w siedzibie Mikołaja, ale nie mógł go znaleźć.
- Cholera jasna North! Gdzieś ty się zakopał!
- Pali się czy co?! - North wyszedł ze swojego gabinetu.
- Można tak powiedzieć - odpowiedział Jack.
Mikołaj spojrzał na niego, jakby czytał w jego myślach.
- Chodź - zaprosił go.
Jack opowiedział mu całą historię, dopiero widząc że nie
pamięta prawie połowy dnia.
- A pamiętasz co robiłeś wcześniej? - spytał zamyślony North
-No... no nie - odpowiedział Jack.
- A co robiłeś tydzień temu? - zapytał jeszcze raz.
- No rano byłem tu, a potem... No wieczorem tu wróciłem, ale
zapomniałem gdzie byłem podczas dnia - odpowiedział zdziwiony swoją
niepamięcią chłopak.
- Muszę to sprawić! - powiedział doniośle i wyszedł,
zostawiając białowłosego z milionem pytań kłębiących się w głowie.
Uznał że musi. No właśnie! Co musi? Jedyne co przyszło mu do głowy to rozmowa z tą
dziewczyną. Usiłował sobie ją przypomnieć dokładnie. Była niska, miała góra 10
lat, niebieskie oczy i białe włosy. Chwila. Co? Jakie dziecko w wieku 10 lat ma
białe włosy?! Może być taki jasny blond, ale nie białe!
Uznał że musi. No właśnie! Co musi?
- North! To ty sobie sprawdzaj ja idę! - krzyknął chłopak.
- Dobra! Co?! - usłyszał wyskakując przez okno.
- Wietrze! Lecimy?! - spytał radośnie Jack.
W odpowiedzi dostał ogromny podmuch wiatru w stronę z której wcześniej przybył.
- To lecimy!
***
Z góry błagam o przebaczenie! Wybaczcie że tak późno,
ale jak ten jeden raz, weny brak.
Jeszcze raz przepraszam i miłego czytania. Od razu uprzedzam to nie jest
rozdział pełen akcji! Trzeba trochę wyluzować ;) Następny rozdział Patrycja Jagiełło.
W odpowiedzi dostał ogromny podmuch wiatru w stronę z której wcześniej przybył.
- To lecimy!
Rav
Etykiety:
Weronika Kubas
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)