expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>
Obecnie blog przechodzi korekty, w trakcie pisania jest epilog, po którego opublikowaniu blog zostanie oficjalnie zamknięty.

niedziela, 5 lipca 2015

VIII. Kłótnie, rozstania i wypadki.

Elsa szła ścieżką wiodącą do zamku, w którym mieszkała. Jack wciąż jej nie pamiętał... Dlaczego? Czyżby to ogień zabrał mu wspomnienia? Jeśli tak, to nie mógł być to zwykły pożar. Płomienie musiały mieć swojego pana. Gdyby białowłosy pamiętał tamten dzień, oboje wiedzieliby, że podejrzana postać była niedaleko zamku, gdy wybuchł pożar. Ale chłopak zapomniał...
Dziewczyna pchnęła boczne drzwi swojego domu. Ledwo zdążyła je za sobą zamknąć, a już przypadła do niej młoda osóbka zarzucając swoje drobne jeszcze ręce na jej szyję.
 - Anna - powiedziała ciepło przyszła królowa biorąc siostrę na ręce.
Roześmiana dziesięciolatka skoczyła na ziemię. Na głowie miała istny, rudy stóg siana. Na szyi nosiła wisiorek w kształcie śnieżynki, prezent od Elsy na ostatnie urodziny.
 - Nie powinnaś już być w łóżku?
 - Wymknęłam się, żeby cię przywitać - uśmiechnęła się. - No i powiedzieć ci, że rodzice rozmawiali o twojej znajomości z Jackiem...
 - Co mówili? - pytanie to było zadane nieco przerażonym głosem.
Anna znała białowłosego, bo kilka razy Elsa przyprowadziła go do pałacu i w nocy we trójkę lepili bałwany w głównej sali.
 - Że jesteś już niemal dorosła, więc powinnaś zabrać się za naukę, a nie przesiadywać niemal codziennie z chłopcami. Jutro mają zamiar przetrzymać cię cały dzień w zamku.
Jej siostra westchnęła w odpowiedzi. Chwyciła Annę za rękę i ruszyła do ich komnaty.
 - Chodźmy spać - powiedziała głośno. -  "Jak ja bym chciała być wolna i latać jak Jack..." - dodała w myślach.
Weszły razem do pokoju. Elsa zaplotła siostrze dwa warkocze, żeby rano jej włosy wyglądały w miarę  porządnie. Swoje splotła w jeden luźny, po czym ruszyła do łazienki. Ubrana w koszulę nocną zmusiła Annę do położenia się spać i sama zrobiła to samo. Nie mogła zasnąć. Obawiała się tego, co jutro powiedzą jej rodzice.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 - Od dzisiaj masz uczyć się do tego, kim zostaniesz w przyszłości. Jutro pójdziesz i powiesz swojemu przyjacielowi, że spotykać będziecie się dużo rzadziej, jednak jeśli będzie czegoś potrzebował to nasze wrota stoją otworem.
 -Ale tato... Mamo... - przyszła królowa chciała protestować, wiedziała, że "rzadziej" oznacza tak naprawdę "nigdy".
 - Żadnych ale. Gdy ukończysz naukę to dopóki my będziemy żyć, ty będziesz mogła przesiadywać poza zamkiem całe dnie, ale nie teraz.
Dziewczyna wybiegła z pomieszczenia niemal z płaczem. Chciała wolności, dostała niewolę. Wpadła na swoją siostrę, która czaiła się pod drzwiami.
 - Co powiedzieli rodzice?
Opowiedziała jej wszystko. Wtedy dotarło do niej, że straci największe oparcie. Kogoś, kto mimo amnezji rozumiał ją najlepiej. Usiadła pod ścianą i zaczęła płakać. Anna usadowiła się obok niej i przytuliła jasnowłosą.
 - Nie chcę iść na głupie lekcje etykiety - wymamrotała tamta.
Rudowłosa skoczyła na nogi i zaczęła mówić z przejęciem.
 - Ukryjmy się na starej części zamku. Tam już nikt nie przychodzi, służba i rodzice myślą, że wszystkie drzwi są pozamykane, ale ja znam tajne wejście!
Elsa wytarła oczy i ruszyła za siostrą, która już w podskokach biegła do zamkniętej części ich rodzinnego domu. Wielokrotnie zakręcały, wchodziły po schodach. Doszły na strych jednej z wież, gdzie dziesięciolatka w jękiem odsunęła jedną ze skrzyń i otworzyła znajdującą się pod nią klapę, która lekko zaskrzypiała. Obie zeskoczyły do wąskiego i niskiego korytarza, na którego końcu znajdowały się drzwi. Dotarły do najstarszej, zakurzonej części zamku. Cały dzień przeglądały stare kufry odnajdując coraz ciekawsze rodzinne pamiątki. Przebierały się w suknie prababek i co chwila zanosiły śmiechem. Nie zwracając uwagi na kurz, przez która co chwila któraś z nich kichała, odnalazły gobelin z drzewem genealogicznym ich rodu. Haft kończył się na ich rodzicach. Dziewczyny wyszukały grube nici i igły, po czym niezdarnie wyszyły siebie. Powiesiły uzupełnione drzewo na ścianie, w jednej z komnat urządziły sobie istną kwaterę.
 - Będziemy tu przychodzić zawsze, gdy będziesz miała dość etykiety - stwierdziła Anna.
 - Zawsze- potwierdziła Elsa.
Wróciły do obecnie używanej części zamku, przemykając korytarzami. Rodziców spotkały dopiero na kolacji w jadalni. Przyszła królowa była na tyle rozsądna, że przebrała siebie i siostrę w czyste ubrania, a zakurzone głęboko schowała.
 - Gdzie byłyście cały dzień? - król brzmiał surowo.
 - Martwiliśmy się - królowa była raczej zaniepokojona.
 -Bawiłyśmy się! - odpowiedziała radośnie rudowłosa.
 - Gdzie?
 - Wszędzie! Byłyśmy w magicznym świecie, takim jak w bajkach... - Anna zaczęła trajkotać jak najęta o tym jak zmieniały się to we wróżki, to w piratów, elfy i inne najróżniejsze magiczne istoty.
 - Mam nadzieję, że nie używałaś do tego magii - ojciec spojrzał na jasnowłosą.
 - Wyobraźnia jest silniejsza od magii.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Czekał na polanie. Tam gdzie zawsze. Oparty o laskę spoglądał w horyzont. Wydawał się być doroślejszy niż wtedy, gdy go poznała. Była taka mała, niepewna z powodu specyficznych zdolności. On jej pomógł. A potem, mimo amnezji, został z nią i zaprzyjaźnił na nowo. A teraz... Miała porzucić marzenia i stać się godną następczynią tronu. Dostrzegł ją. Uniósł rękę w serdecznym geście powitania. Podeszła do niego powoli z niepewnym wyrazem twarzy.
 - Witaj Elso. Coś się stało? Nie wyglądasz najlepiej... Dlaczego wczoraj nie przyszłaś?- grad pytań zadanych z niepokojem sprawił, że jasnowłosej wszystkie słowa stanęły w gardle, nie potrafiła nic z siebie wykrztusić.
Ostatecznie wtuliła się w tors chłopaka.
 - Hej, spokojnie - niezdarnie pogłaskał ją po głowie. - Wyjaśnij o co chodzi - poprosił łagodnie.
Dziewczyna odeszła na kilka kroków od białowłosego, głęboko westchnęła i zaczęła drżącym mimo prób zachowania spokoju głosem:
 - Nie mogę się już z tobą spotykać, Jack.
Wyglądał, jakby dostał w twarz.
 - Dlaczego?!
 - Rodzice chcą, abym zajęła się nauką i przebywała w zamku...
 - Ale... Porozmawiaj z nimi! Może zmienią zdanie? Przecież... Jesteśmy przyjaciółmi...
 - Jesteśmy. Rozmowa z nimi nic nie da, ojciec jak uzna coś za słuszne, to nie ustąpi.
Uderzył laską w ziemię. Trawa pokryła się szronem.
 - Jack, proszę, uspokój się.
 - Zawsze przy tobie byłem, wspierałem cię! A ty chcesz mnie zostawić? Nawet gdy zapomniałem, wróciłem!
 - I ja też wrócę.
 - Nieprawda! Królewska nauka trwa w nieskończoność!
 - Jack...
 - Musisz ich słuchać? Choć ze mną! Będziesz wolna, tak jak zawsze chciałaś.
 - Nie mogę tak po prostu zostawić królestwa! I siostry... Kocham ją i nie zostawię jej samej! - Elsie przestała podobać się postawa Jacka.
Wydawało mu się, że tak łatwo zostawić wszystko i polecieć w siną dal? Nie o taką wolność jej chodziło...
 - I co? Tak po prostu sobie pójdziesz i o mnie zapomnisz?
 - Ja wrócę! Tylko skończę naukę. Rodzice powiedzieli też, że jeśli będziesz czegoś potrzebował to...
 - Mam się do was zgłaszać? - przerwał jej. - Przecież nie mogę wejść sobie na zamek z takim wyglądem. Jestem inny. Ty też, dlatego powinnaś iść ze mną.
 - Nie powinnam. Mam tu obowiązki i rodzinę, która mnie kocha.
 - A ja nie, więc jestem gorszy? - Elsa teraz dopiero zorientowała się, że miłość i rodzina to śliski temat na rozmowę z Frostem.
To był jego czuły punkt. Poderwał się w powietrze.
 - Żegnaj przyszła królowo. Miłej nauki - rzucił jeszcze zgryźliwym tonem i odleciał.
Po policzkach dziewczyny spłynęły łzy.
 - Jack... - szepnęła.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wróciła roztrzęsiona, w szoku po tym, jak Frost po prostu odleciał. Zostawił ją z tak głupiego powodu. Pewnie uderzy w jakieś drzewo i o niej zapomni. Dostanie całą listę obowiązków od Northa, albo przekręci wszystko tak, żeby wyszło na jej winę. Od zawsze był wolnym duchem. Bez żadnych zobowiązań. I wyglądało na to, że prób przyjaźni nie traktował poważnie. A przecież ona też nie czuła się dobrze w takiej sytuacji. Leżała wtulona w poduszkę. Przez okno komnaty wpadało delikatne, białe światło Księżyca. Nagle coś na nią wskoczyło. Jęknęła zaciskając powieki. Jednak istotka otworzyła jej jedno oko.
 - Ulepimy dziś bałwana? - chyba nietrudno domyślić się kto zadał to pytanie.
 - Nie dziś, jestem zmęczona...
 - Nie jesteś zmęczona, tylko smutna - rudowłosa zaczęła skakać po łóżku siostry. - Bałwany cię rozweselą!
  -No dobrze... - usiadła przecierając oczy - "To się źle skończy..."
 - Hurra!!! - tamta już wyleciała z komnaty piszcząc z uciechy.
 -Ciszej - fuknęła na nią siostra biegnąc do głównej sali.
 - Zrób śnieżek!
Śnieżynki posypały się z sufitu opadając księżniczkom na włosy.
 - A patrz na to- młoda królowa śniegu tupnęła nogą tworząc lodowisko.
Rudowłosa śmiejąc się odjechała kilka metrów dalej. Uśmiech osoby, którą kochała sprawił, że Elsa poczuła się lepiej. Machnęła ręką na co pojawiła się pryzma białego puchu. Anna natychmiast zaczęła lepić kule.
 - Nazwijmy go!- wskazała bałwanka.
 - Czegoś mu brakuje...- przyniosły z kuchni patyczki z drew na opał, marchewkę i kilka węgielków.
 - Cześć, jestem Olaf i trochę brakuje mi ciepła- jasnowłosa machała rękami śnieżnego stworka.
Rudowłosa chyba nie miała zamiaru dorosnąć. Bawił ją otaczający świat tak samo, jak wtedy gdy miała ledwo kilka lat. Weszła na biały pagórek.
 - Chcę wyżej!
Wskakiwała na coraz wyższe pryzmy śniegu, które tworzyła Elsa. Przyszła królowa zamyśliła się. Szkoda, że Jacka nie było z nimi...
 - Hop!
Zorientowała się z przerażeniem, że jej siostra spada na ziemię. Przez smutne myśli zapomniała o utworzeniu kolejnej górki. Próbowała coś zrobić, ale strach sprawił, że nie ukierunkowała mocy tak jak chciała i trafiła Annę w głowę. Tamta upadła nieprzytomna. Wśród rudych włosów pojawiło się białe pasmo.
 - Nie... - szepnęła dziewczyna klękając przy siostrze.
Do komnaty wbiegli rodzice. Wszystko działo się dla Elsy za szybko. Gnanie na koniach do troli, odebranie jej siostrze wspomnień związanych z magią. Zamknięcie jej w komnacie.
 - Mamo, tato, ja się boję. To mnie przerasta.
 - Dasz radę, jesteś silna. A my zawsze będziemy przy tobie - odpowiedział król.
Tydzień później królewska para musiała wypłynąć w sprawach dyplomatycznych. Nigdy nie wróciła. A w Arendelle nastała żałoba.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Minęło pięć lat. Posypały się wszystkie obietnice. Elsa po wypadku schowana w komnacie za białymi drzwiami nie spotykała się z siostrą. Jack nie wrócił mimo tego, jak bardzo jasnowłosa prosiła o to Księżyc. Rodzice księżniczek zginęli na morzu. A strach tej z nich, która miała magiczną moc ciągle rósł. Teraz stała w oknie zachowując zewnętrzny spokój i opanowanie. Zanuciła kilka słów pod nosem.
"Niech nie wie nikt, nie zdradzaj nic.
 Żadnych uczuć,  od teraz tak masz żyć.
 Bez słów, bez snów, nie dać się łzom.
 Bo dziś mnie nie stać na najmniejszy błąd"*
Dostojnym krokiem ruszyła do kościoła, aby na jej głowę kapłan założył koronę Arendelle. Obok ołtarza stała jej siostra. Mimo lat rozłąki uśmiechała się. Elsa już miała odpowiedzieć jej tym samym, gdy zobaczyła wśród jej rudego, wytwornego koka białe pasmo. Spuściła wzrok. Drżąc w środku ze strachu udało jej się okiełznać moc przez całą część oficjalną. Na balu podjęła rozmowę z siostrą.
 - Cześć.
 - Ooo... Ja cześć? Ach... Cześć.
 - Pięknie wyglądasz.
 - Ty też. Strasznie. Znaczy nie strasznie, po prostu strasznie pięknie...
 - Dziękuję. Czyli tak wygląda przyjęcie.
 - I to ciepłe przyjęcie.
 - Słuchaj, co tak bosko pachnie?
 - Czekolada!** - to powiedziały razem i zaniosły się śmiechem.
 - Chciałabym, żeby zawsze było tak miło. Żebyśmy...- podjęła Anna.
 - I ja też.  Ale to niemożliwe.
 - Co? Dlaczego?
 - Proszę, nie teraz...
 - Nie teraz trwa od pięciu lat! Powiedz mi o co chodzi.
 - Nie, przestań- jasnowłosa zaczęła uciekać.
Wybiegła na pusty korytarz. Tyle wspomnień... Tu bawiła się z Frostem.
 - Elso! Dlaczego ode mnie uciekasz? Co ja ci zrobiłam?
 - Kazałam ci przestać! - z jej ręki wystrzeliła moc, tworząc lodowe, ostre kolce.
Spojrzała przerażona na swoje dzieło. Anna miała podobną minę. Nagle ktoś wbiegł na korytarz.
 - El?
 - Jack?!
Nic się nie zmienił. Rudowłosa oparła się o ścianę. Czar troli nie wytrzymał. Z całą siłą wróciły do niej odebrane wspomnienia.
 - Teraz pamiętam... - szepnęła.
Królowa spojrzała na nią z jeszcze większym strachem.
***


Wszystkie współautorki proszone są o wpisanie się na listę obecności w roboczym poście!!!
Obiecałam do końca tygodnia i jest. To nic, że o 23:00. Gorąc u mnie panuje, spać się nie da, to skończyłam. Rozdział ma dużo informacji, ale trzeba nadrobić długą przerwę. I to, że ostatnio dałam ciała. No i przykra wiadomość, że odeszły od nas Princess Of Darkness oraz Patrycja Jagiełło (jedna napisała to w roboczych, z drugą pisałam o tym na Hangoutsie). Sądzę, że czytelnicy powinni to wiedzieć. Pisałam część z telefonu, więc nie robiłam kursyw, pogrubień itp. Może być też trochę błędów. Tyle ode mnie.
~Anna ZzaŚwiatów (ktoś w ogóle zauważył celowy błąd w moim loginie? xD)


*pisałam z pamięci, mogą być błędy
**to, co wyżej


sobota, 20 czerwca 2015

VII. Wciąż nie mogę sobie przypomnieć...

Jack, wraz z Elsą, przesiedział jeszcze chwilę w stajni. Nos Strażnika szybko przyzwyczaił się do odoru niezadbanych koni i świeżego siana. Księżniczka przyzwyczaiła się już wcześniej, przecież spędziła tam noc.
  - Jack? – zagadnęła mała.
  - Tak, księżniczko? – odpowiedział pytaniem.
  - Przysięgnij, że już nigdy mnie nie opuścisz. Nawet, gdybym ci kazała.
  - Przysięgam.
Wzruszona księżniczka mocniej wtuliła się w bluzę Strażnika, a ten objął ją prawą ręką, mocno przyciskając do siebie, jednak nie tak, by coś jej zrobić.
Musi ją sobie przypomnieć, po prostu musi! Wiedział, że księżniczka jest dla niego bliska, że potrzebuje jej, a ona jego, ale… nie mógł sobie przypomnieć nic sprzed tej sceny w zamku, kiedy to mała, białowłosa kruszynka, ze łzami w oczach patrzyła, jak on – zimny, grożący jej, Jack Frost – odlatuje stamtąd, zostawiając ją samą…
Parę lat później…
Szesnastoletnia, młoda dama przesiadywała na łące, pokrytej białym, miękkim, a przede wszystkim zimnym kocem, który zafundowała Matka Natura. Obok niej siedział na pozór osiemnastoletni chłopak, który bawił się długą, zakrzywioną laską. Oboje uśmiechali się do siebie, co chwila wymieniali ciche chichoty. Przypadkowa osoba, która by ich teraz zobaczyła, pomyślałaby, że to para zakochanych. Jednak nie. To, owszem, para, ale przyjaciół – ich poziomy nie pozwoliłyby im być razem. Inni pomyśleliby, że mogą być rodzeństwem – oboje bowiem mieli białe włosy, i niebiesko-szare oczy, które wyglądały jak płatki śniegu.
  - Rodzice się o ciebie nie martwią? – zagadnął chłopak.
  - Nie. Powiedziałam im, że nie będzie mnie do najpóźniej wieczora - odpowiedziała dziewczyna.
  - Jak zareagowali na to, że młoda księżniczka ucieka na łąkę z przyjacielem, zamiast siedzieć w zamku i uczyć się na królową?
  - Powiem ci tak  - byli lekko poddenerwowani, ale w zamian teraz zajmą się Anną.
Anna - młodsza o 6 lat siostra księżniczki. Aktualnie ma 10, i jest wesołą, energiczną dziewczynką, której rude włoski są wiecznie rozczochrane.
  - Twoja siostra jest biedna… - westchnął żartobliwie chłopak.
  - Może… - księżniczka wzruszyła ramionami. - A ty? Jak się czujesz?
  - Wciąż nie mogę sobie przypomnieć, co się stało wcześniej...
  - Opowiadałam ci wiele razy…
  - Ale to mi się wydaje takie niewiarygodne. Nie wiem, coś w środku mówi mi, że w tamtej chwili widziałem cię po raz pierwszy…
  - Cóż, w takim razie nie mogę ci pomóc… Lepiej już wrócę do zamku.
  - Odprowadzić cię?
  - Nie musisz. Do następnego razu, Jack.
  - Do zobaczenia, Elso.
***


Oto i ja!
Ja pitole, ale długa przerwa była xd
Cóż, trudno się mówi. Mam nadzieję, że nam wybaczycie, kotki ;*
Jako, że wena mnie napadła, macie rozdziała, i, jak jedna osóbka pisała, postarzyłam Elsę [i tu pomysł, żeby ten wypadek, w którym Anna dostaje mocą… albo napiszę to w roboczych :P]
Pozdrawiam i
Pa!
-Wika

niedziela, 8 marca 2015

VI.Znalazłem ją!!

Jack nawet nie wiedział, w którą stronę dokładnie leci, wiatr tak jakby sam go prowadził, chyba, że w głowie Jacka jest kompas czy tam mapa. W każdym razie leciał bardzo szybko do małej dziewczynki. Niebo przykryte było już ciemnogranatową powłoką, na której ogromny, jasny księżyc wyróżniał się bardzo, a w około niego gwiazdy. Białowłosy miał natłok myśli. Próbował sobie przypomnieć tą dziewczynkę, ale to było niemożliwe. Coś nie pozwalało mu przypomnieć jak się znalazł w tym zamku, kim była ta dziewczynka i w ogóle. Wkrótce lasy zaczęły zmieniać się w brukowe uliczki, a wzdłuż niej poustawiane ubogie domy. Zaś na granicy miasta piętrzył się przepiękny zamek rodziny królewskiej. Niebieskooki przyspieszył lot, a po chwili był już pewnie w pokoju małej białowłosej. Rozejrzał się po pokoju. Łóżko z baldachimem było w nieładzie. Zabawki porozrzucane po podłodze, jakby ktoś tu się bawił. Jedna z ścian była czarna jakby przypalona, lecz nie to zainteresowało chłopaka. Jack patrzył na zdjęcie brązowowłosej dziewczynki z tak samo brązowymi oczkami. Była uśmiechnięta. Rączki splotła z tyłu i pochyliła się nieco do przodu. Jej oczka przepełnione radością i beztroską dziecka. Za nią zaś stał on!! On,białowłosy młodzieniec z niebieskimi oczami.
"Nie da się ukryć, że był niezwykle przystojny" - pomyślał Jack i pewnie parsknąłby śmiechem, ale w tej chwili był poważny.
Dokładnie! Dziecko zabawy i wiecznego dzieciństwa było poważne! Zastanawiał się skąd to zdjęcie się tu wzięło, a przede wszystkim on?! Wiedział, że i co wierzą ujrzą go na zdjęciu, ale ci co nie wierzą nie zobaczą go. To wiedział. Może jakoś przypadkiem stanął za kimś i zrobiono mu zdjęcie, a on nie wiedząc o tym sobie poszedł? Ale to niemożliwe! Chłopak na zdjęciu uśmiechał się w stronę aparatu (jak coś były już aparaty,ale takie stare:P). Tylko, że on pamiętał by chyba takie coś...
"A może miał brata bliźniaka?" - zamyślił się, ale szybko wykreślił tą opcję.
Odłożył przemyślenia o sobie i skierował wzrok na dziewczynkę. Była identyczna jak ta białowłosa tylko kolory się nie zgadzały i tym razem była uśmiechnięta, a nie tak jak wtedy gdy ujrzał ją pierwszy raz, albo pierwszy raz po utraconej pamięci. Było tyle opcji! Ale jedno jest pewne: ta dziewczynka mówiła jednak prawdę...
 - Muszę jechać to moja córeczka! - krzyczała jakaś kobieta na korytarzu. Jack oderwał się od patrzenia na fotografię i podszedł do drzwi uchylając je delikatnie.
 - Ależ jesteś w ciąży - powiedział poważnie prawdopodobnie mąż kobiety.
 - Jasonie! - krzyknęła kobieta, a zza rogu wyłonił się mężczyzna, pewnie służący.
 - Tak królowo? - spytał kłaniając się.
 - Proszę przygotować karocę i konie - odpowiedziała.
On ukłonił się i poszedł. Kobieta była podobna do dziewczynki na zdjęciu, a dziewczynka na zdjęciu była prawie taka sama jak ta białowłosa. Jackowi już pękała mózgownica.
 - Kochanie nie możesz... - zaczął mąż królowej.
 - Nie martw się nic się nie stanie - zapewniła królowa, a jej mąż przytaknął niechętnie i razem gdzieś poszli.
Jaka córeczka? Co się stało? Jack kompletnie nic nie rozumiał. Wyszedł z pokoju na szeroki korytarz i podszedł do sprzątaczek, które żywo i niespokojnie o czymś rozmawiały.
 - To nie słyszałaś?! - spytała zdziwiona czarnowłosa kobieta.
 - A co takiego? - spytała brunetka.
 - Księżniczka Elsa zniknęła, prawdopodobnie zniknęła - powiedziała szeptem do brunetki.
Jack już dalej nie słuchał. Przez niego dziewczynka nie ważne czy ją znał czy nie, naraziła się na niebezpieczeństwo.
 - Elsa....To wszystko przeze mnie - wyszeptał, a słowo ,,uciekła" rozprzestrzeniało się echem w głowie Jacka, który natychmiast wyskoczył przez pierwsze lepsze okno i poleciał na poszukiwania małej księżniczki, bał się, że jej nie znajdzie, a co gorsza, że jej już nie ma, ale próbował odrzucać te myśli.
~~~~~~~~~~~~~~~~     
Mała białowłosa dziewczynka spała sobie na sianku opierając swą głowę o konia. Zaciskała mocno powieki i wierciła się nie spokojnie. W małej główce wiele się działo. Śniła o Jacku, o tym jak jej nie pamięta. Bała się go. On jej groził. Dziewczynka uciekała w popłochu i nagle gdzieś spadła. Potem zobaczyła Jacka, ale tym razem ją przepraszał, że nie pamięta. Niebieskooka przytuliła się do niego płacząc. Zobaczyła tą stajnię,do której teraz wlewało się piekące światło. Na sianie leżał koń. A ona wtulona była w Jacka. Zaraz!! Snem był ten koszmar, w którym Jack jej groził, ale teraz już nie śni!! To jest prawda!! Dziewczynka spojrzała w oczy strażnika. Był uśmiechnięty, ale w oczach był ból. Mądra Elsa zobaczyła to.
 - Jesteś smutny? - spytała zmartwiona.
 - Troszkę tak. Niestety nie pamiętam cię... Przepraszam. Wiem, że cię znam, ale nie mogę sobie przypomnieć - powiedział zmartwiony, lecz dziewczynka uśmiechnęła się pocieszająco.
 - To co z tego? Nadal jesteś moim najlepszym przyjacielem - powiedziała na co Jack się rozpromienił.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Jest znalazłem ją!!! Był już ranek, a on szukał jak głupi. Wtedy zauważył stajnię i coś dziwnego poczuł, takie bijące zimno. Poleciał tam. Wszedł do środka. Na sianie leżała białowłosa dziewczynka. Ucieszył się ogromnie .Elsa była niespokojna. Miała zaciśnięte mocno powieki, z których kapały łzy. Jack pogłaskał ją po głowie. Ona otworzyła oczy.
 - Przepraszam cię - powiedział, a po chwili Elsa stała już wtulona w swojego przyjaciela.
Elsa wytłumaczyła co się stało, ale Jack i tak nie mógł sobie tego przypomnieć. Jak mógł stracić pamięć przez ogień? I czemu nie pamiętał tylko Elsy? Resztę pamiętał, że jest strażnikiem i ble ble, ale czemu zapomniał o swojej małej przyjaciółce? Tego nie wiedział, ale nie da za wygraną dopóki się nie dowie kto to zrobił, dlaczego i czemu akurat zapomniał Elsę?
***


Tu Patrycja Jagiełło!
Mam nadzieję,że się podobało.
Następny rozdzialik pisze:
Tam tam ta ra dam: Alika Frozen             

sobota, 7 marca 2015

V. Nowy początek

Jack leciał jak najdalej przed siebie. Uznał że musi wszystko powiedzieć North’owi. Jedno pytanie kołatało mu się po głowie. Kim była ta mała dziewczynka? Nie znał jej w ogóle, ale nie widział powodu żeby miała go okłamywać. Uświadomił sobie coś i gwałtownie się zatrzymał. Chwila! Ona go widziała! No przecież musiała, no nie? Ale, ale jak? To jest nie możliwe. Albo? Albo ona naprawdę nie kłamała. Chłopak nie potrafił tego wszystkiego ogarnąć. Naprawdę musi pogadać z Mikołajem. Z tą myślą popędził przed siebie jak błyskawica.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mała Elsa wybiegła z zamku. Gdzie ma teraz pójść? Nie zna tu żadnych miejsc. Prawie całe życie spędziła w zamku. Ludzie przechodzili obok niej, nie zwracając na nią uwagi. Uznała że tą noc spędzi gdzieś w mieście, a z samego rana, jak najszybciej je opuści. Jedynym sensownym miejscem na nocleg zdawały się jej stajnie. Ponieważ dużo jeździła konno dobrze pamiętała gdzie są stajnie. Poszła szybko w ich kierunku. Przechodząc obok piekarni poczuła jak bardzo jest głodna. Przejrzała swoje kieszenie. Znalazła 5 złotych monet. Jak pamięć jej nie zawodzi, to za 1 złotą monetę dało kupić się dość duży bochenek chleba. Popchnęła drzwi wejściowe, a dzwonek nad nimi zawieszony zadzwonił radośnie. Podeszła nieśmiało do lady.
 - Dobry wieczór - przywitała się grzecznie, jak nakazują dobre maniery.
 - Witam panienkę! - odpowiedział jej uśmiechnięty sprzedawca.
Znała go z widzenia z pałacu. Jego córka była nadworną kucharką, odwiedzał ją raz czy dwa w miesiącu.
 - Co panienka sobie życzy?
Jego wesołe usposobienie sprawiło że od razu na twarzy Elsy zakwitł uśmiech.
 - Poprosiłabym jeden bochenek chleba, ale nie taki duży - poprosiła lekko dygając z przyzwyczajenia.
 - Oczywiście! Już podaję! - zniknął na chwilę z pola jej widzenia, a potem wrócił z złotym bochenkiem chleba. - Jeszcze ciepły! Przed chwilką wyjąłem z pieca! - uśmiechnął się serdecznie. Położyła złotą monetę na ladzie i wzięła chleb do rąk. Ciepło jeszcze bardziej poprawiło jej humor.
 - Reszty nie trzeba - powiedziała cicho i wyszła z piekarni.
Wolnym krokiem szła w stronę  stajni zajadając się chlebem. Chyba nigdy w życiu zwykły chleb, bez niczego, nie smakował lepiej niż teraz! Usłyszała jak ludzie obok niej zaczynają coś głośno mówić. Szybko cały tłum zszedł na bok ulicy. Zobaczyła jak karoca królewska szybko przejeżdża przez miasto. Zobaczyła zaniepokojoną twarz matki. Rozglądała się ona po tłumie szukając bardzo wyróżniających się białych włosów dziewczynki, wśród ciemnych włosów większości poddanych. Elsa widząc to kucnęła, udając że coś jej upadło. Jej główka schowała się w tłumie sekundę po tym gdy królowa spojrzała w tamtym kierunku. Gdy tłum wrócił do normalnego funkcjonowania Elsa jeszcze szybciej przeszła do stajni. Cicho otworzyła wejściowe drzwi. Podeszła do Strachajły. To jej kara klacz. Tak naprawdę ma na imię Merci, ale Jack nazwał ją Strachajłą, ponieważ według niego ona wszystkiego się boi. Mer radośnie zarżała na jej widok.
 - Cii mała. Cichutko - uciszyła ją delikatnie Elsa. - Nie będzie ci przeszkadzać jak tu sobie poleżę? - spytała kładąc się na sianie.
Po chwili klacz położyła się obok niej. Dopiero teraz dotarło do niej jak bardzo jest zmęczone.
 - Dobranoc Jack - ziewnęła i szybko zasnęła. Nie wiedziała jednak że tej nocy koszmary jej nie opuszczą.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
  -North! - krzyknął Jack.
Był już w siedzibie Mikołaja, ale nie mógł go znaleźć.
 - Cholera jasna North! Gdzieś ty się zakopał!
 - Pali się czy co?! - North wyszedł ze swojego gabinetu.
 - Można tak powiedzieć - odpowiedział Jack.
Mikołaj spojrzał na niego, jakby czytał w jego myślach.
 - Chodź - zaprosił go.
Jack opowiedział mu całą historię, dopiero widząc że nie pamięta prawie połowy dnia.
 - A pamiętasz co robiłeś wcześniej? - spytał zamyślony North
 -No... no nie - odpowiedział Jack.
 - A co robiłeś tydzień temu? - zapytał jeszcze raz.
 - No rano byłem tu, a potem... No wieczorem tu wróciłem, ale zapomniałem gdzie byłem podczas dnia - odpowiedział zdziwiony swoją niepamięcią chłopak.
 - Muszę to sprawić! - powiedział doniośle i wyszedł, zostawiając białowłosego z milionem pytań kłębiących się w głowie.
Uznał że musi. No właśnie! Co musi? Jedyne co przyszło mu do głowy to rozmowa z tą dziewczyną. Usiłował sobie ją przypomnieć dokładnie. Była niska, miała góra 10 lat, niebieskie oczy i białe włosy. Chwila. Co? Jakie dziecko w wieku 10 lat ma białe włosy?! Może być taki jasny blond, ale nie białe!
 - North! To ty sobie sprawdzaj ja idę! - krzyknął chłopak.
 - Dobra! Co?! - usłyszał wyskakując przez okno.
 - Wietrze! Lecimy?! - spytał radośnie Jack.
W odpowiedzi dostał ogromny podmuch wiatru w stronę z której wcześniej przybył.
 - To lecimy!
***


Z góry błagam o przebaczenie! Wybaczcie że tak późno, ale jak ten jeden raz, weny brak. Jeszcze raz przepraszam i miłego czytania. Od razu uprzedzam to nie jest rozdział pełen akcji! Trzeba trochę wyluzować ;) Następny rozdział Patrycja Jagiełło.

Rav

poniedziałek, 9 lutego 2015

IV. Obietnica

Twarz dziewczynki rozpromieniła się. Jack żyje. Elsa przytuliła chłopaka, ale on nie odwzajemnił tego uścisku. Oderwał się od niej jak oparzony i szybko wstał cofając się kilka kroków. Księżniczka zdziwiona powoli zaczęła podchodzić do strażnika z myślą, że on tylko żartuje, ale zatrzymał ją głos chłopaka.
- Nie podchodź. Kim ty jesteś?
"Nie pamięta mnie" myślała Elsa, a po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Jej najlepszy przyjaciel jej nie pamiętał. Osoba, na której jej bardzo zależało, której mogła powiedzieć wszystko. Dziewczynka zdecydowała, że musi pomóc strażnikowi odzyskać pamięć. Nie mogła go stracić. Nie teraz.
- Jestem Elsa. Twoja przyjaciółka - powiedziała spokojnie.
- Czemu mam ci wierzyć? Skąd mogę wiedzieć, że mnie nie okłamujesz? - zapytał.
- Nie pamiętasz jak się razem bawiliśmy? Lepiliśmy bałwany, rzucaliśmy się śnieżkami... Nic nie pamiętasz? Proszę uwierz mi - powiedziała błagalnie.
Jack patrzył na dziewczynkę przez kilka minut. Nie wiedział co powiedzieć, zrobić. Nie ufał jej.
- Ja ci nie wierzę. Przepraszam - powiedział chwytając swoją laskę, z której niewiele zostało i wyleciał przez uchylone okno.
Elsa upadła na podłogę i zaczęła płakać. Wokół dziewczynki pojawiały się sople, które były już prawie w całym pokoju, ale do pomieszczenia wbiegli jej rodzice. Byli przerażeni. Zaczęli mówić do córki, ale ona ich nie słuchała. Jej rodzice nie wiedzieli co się stało. Nie wiedzieli jak się czuje. Po pewnym czasie nie wytrzymała. Emocje wzięły górę.
- Wy nic nie rozumiecie! - krzyknęła robiąc niespodziewany ruch ręką, z której wydobył się lód.
Ojciec dziewczynki upadł na podłogę, a jego żona upadła obok niego i zaczęła sprawdzać czy oddycha. Król oddychał bardzo wolno. Prawie nie żył.
- Już nigdy was nie skrzywdzę -powiedziała Elsa i wybiegła z pokoju kierując się do drzwi.
"Prawie zabiłam własnego ojca. Jestem niebezpieczna." tylko to jej chodziło po głowie. Chciała uciec i już nigdy nie wrócić. Nie skrzywdzić już nikogo.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Jack leciał szybko chcąc oddalić się od zamku. Nie wiedział co się dzieje. Pamiętał tylko to, że jest strażnikiem. Nic więcej. Gdy już nie widział pałacu usiadł na ziemi. Był rozkojarzony. "Na pewno nie jestem jej przyjacielem. Przecież ja jej nawet nie znam." Myślał Jack. Przez kilka minut siedział na ziemi z zamkniętymi oczami. Chciał się uspokoić. "Może powinienem z nią porozmawiać?" Przemknęło mu przez myśl, ale tak szybko jak ten pomysł się pojawił tak szybko zniknął. Po pół godzinie uznał, że dziewczynka go z kimś pomyliła i nie myśląc o tym odleciał.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Kobieta chciała pobiec za córką, ale nie mogła. Musiała pomóc swojemu mężowi, który... umierał. Szybko wstała i zawołała służące. Kazała im przyprowadzić kilku silnych mężczyzn i przynieść koce. Po kilku minutach mężczyźni przyszli i zanieśli króla do karocy, a kocami, które przyniosły służące królowa okryła męża. Kobieta wytłumaczyła woźnicy gdzie ma jechać i ruszyli. Pozostało tylko jedno pytanie. Czy król przeżyje?
***




Hej tu Princess Of Darkness.
Od razu mówię, że nie jestem pewna czy ten koleś, który prowadzi karocę to woźnica.
Wiem rozdział gorszy od wcześniejszych i taaaaki krótki ;c
Przepraszam za to, że musieliście tyle czekać na takie coś. Cała wena poszła na opowiadanie na polski :/
Kolejny rozdział leci do Weroniki Kubas.
Pozdrawiam.

sobota, 24 stycznia 2015

III. Heroiczne czyny, godne mrozu i lodu

Elsa powoli otworzyła oczy i nie mogła uwierzyć we własny wyczyn sprzed kilku sekund. Była oszołomiona, jej bladziuteńkie dłonie właśnie poskromiły najgroźniejszy żywioł, ogień. Jej ciało trzęsło się od nadmiaru emocji i przez moment mogłoby się wydawać, że księżniczka osunie się na ziemię, jednak ona powoli podeszła do pozostałości po drzwiach, które jeszcze niedawno stały w płomieniach, a teraz pokrywał je lód. Drżącymi palcami przesunęła po przejrzystym, błyszczącym wytworze własnych rąk. Zauważyła, że zimno obejmujące opuszki zupełnie jej nie przeszkadzało. Nagle ocknęła się i rozejrzała po korytarzu, na którym zapanowała zupełna cisza.
 – Uciekajcie! – krzyknęła, nie rozumiejąc, dlaczego nikt nie biegnie ku bezpiecznemu dziedzińcu.
Król wstał, wciąż trzymając ciężarną małżonkę w ramionach, którą nie sposób było ocucić. Wraz ze służbą ruszyli ku wolności. Jednak coś zatrzymało władcę Arendelle. Jego ukochana córka stała w miejscu, jakby nie miała zamiaru wyjść z zamku, który nadal trawił ogień.
 – Elso, musimy uciekać! – powiedział stanowczym tonem, łapiąc dziewczynkę za ramię.
Ona jednak zwinnie wywinęła się z uścisku i odwróciła tyłem do wyjścia.
 – Ja nie idę – oznajmiła poważnie, patrząc na ojca znad ramienia. – Wiem, co potrafię, a z pomocą Księżyca na pewno uda mi się ocalić nasz dom – zacisnęła drobną dłoń na koszuli nocnej, w miejscu gdzie biło jej młode, odważne serce.
 – To wariactwo! – krzyknął mężczyzna, jednak księżniczka pozostała w bezruchu. – Nie zdołasz unicestwić takiego żywiołu! Jeśli coś ci się stanie...
 – Kocham was, pamiętajcie o tym – odwróciła się do króla ze łzami w oczach. – Muszę spróbować – dodała szeptem, po czym odgrodziła się od rodziców lodową ścianą, pokazując, że nie zmieni swojej decyzji.
Chwilę patrzyła na zniekształconą przez lód, przerażoną twarz ojca. Kiedy w końcu zrezygnowany władca wyniósł małżonkę na dziedziniec, pobiegła do drzwi sali audiencyjnej i spojrzała na drewniane belki przy suficie pochłaniane przez płomienie.
 – Ja, księżniczka Elsa Luna Klementyna II oświadczam, iż dołożą wszelkich starań, by za pomocą mojego daru pokonać ogień, więc dopomóż mi, potężny Księżycu!
Zebrała w sobie siły i skierowała palce ku szalejącemu żywiołowi. Zacisnęła powieki, wyobrażając sobie, jak lód pokrywa strop. Kiedy otworzyła oczy, jej wyobrażenia stały się prawdą, a jej jasne włosy oprószał drobny śnieg. Wtedy zobaczyła na końcu holu postać w granatowej bluzie, która z zaciętym wyrazem twarzy zamrażała z pomocą zakrzywionego kija płomienie w bocznych korytarzach.
 – Jack! – zawołała i pobiegła w jego kierunku.
Chłopak chwycił ją w ramiona i przytulił mocno do siebie. Dla tej małej istoty pokonał własny strach, przez który miał wrażenie jakby topił się między językami ognia. Dla niej wyprzedził wiatr, byleby tylko ją znaleźć i sprawić, że będzie bezpieczna. Była dla niego jak młodsza siostra Emma, którą kiedyś ocalił od utonięcia, samemu zostając pochłoniętym przez wodę.
 – Jack... – wyszeptała dziewczynka, wtulając twarz w szronowe wzory na ubraniu przyjaciela. – Tak się cieszę, że cię widzę! – po jej policzkach popłynęły łzy szczęścia.
 – Elso, idź w bezpieczne miejsce, ja zajmę się ogniem, dobrze? – powiedział, wstając i uderzając kijem o posadzkę, żeby podkreślić wagę swych słów.
 – Nie zostawię cię! Jesteś moim przyjacielem, a z nimi idzie się wszędzie! – dziewczynka tupnęła nogą i otarła resztki łez. – Przysięgłam sobie chronić zamek.
 – Proszę – wykrztusił Frost, zaskoczony, jak poważne obietnice składa pięciolatka.
Patrzył chwilę i wtedy minął szok, a do białowłosego dotarło, że jego przyjaciółka wygląda zgoła inaczej. Otworzył szerzej oczy z przerażenia, składając pojedyncze wydarzenia w całość scenariusza. To, co stało się w nocy, odbiło piętno na księżniczce, nie tylko zmieniając kolor jej włosów i oczu, ale także obdarzając ją ogromną mocą. Czy będzie ona błogosławieństwem czy też przekleństwem miały określać emocje targające przyszłą królową Arendelle. Po bladym policzku Elsy popłynęła samotna łza, która zamarzła w połowie drogi na ziemię i z cichym brzękiem pękającego kryształu lodu roztrzaskała się. Zapadła cisza i walka na spojrzenia. Jasnowłosa odwróciła się i zaczęła powoli iść do wrót, pokrywając szronem dywan przy stawianiu kolejnych kroków. Strażnik rzucił się do walki z żywiołem, który był jego największym lękiem i słabością. Nagle krzyknął, kiedy płomień osmalił mu rękaw bluzy i poparzył skórę. Czarny ślad na materiale sparaliżował go. Zacisnął palce na lasce, aż zbielały mu kostki, jednak nie poruszył się choćby o milimetr. Czuł coraz większe gorąco, aż stracił kontakt z rzeczywistością, a obraz rozmył się w czarną plamę. Ostatnie, co usłyszał, to swoje imię wołane przez znajomy głos, który uwielbiał.
 – Jack! – Elsa uklękła obok nieprzytomnego przyjaciela, z wysiłkiem odgradzając się lodową ścianą od ognia. – Jack, obudź się, proszę! – szarpała za rękaw jego bluzy, próbując dotrzeć do podświadomości chłopaka.
Jednak on nie otwierał oczu. Zrozpaczona księżniczka chwyciła jego częściowo naruszony przez ogień kij i skierowała ku górze. Czuła zbierające się w niej emocje, złość, rozpacz, nadzieję. Dłoń dziewczynki, którą ściskała laskę drżała, a osmalone drewno powoli pokrywało się szronem. Elsa zacisnęła powieki, a kiedy je rozchyliła, cały zamek pokryty był warstwą lodu, która już powoli zaczynała topnieć. Osunęła się na kolana i zaczęła szlochać, przysuwając się do Frost'a. Dla niego zawróciła, biegła, potykając się o krótkie nóżki, dla niego wciąż próbowała utrzymać się na nogach, pomimo wycieńczenia. Musiała skupić się jeszcze ten jeden, ostatni raz. Popatrzyła na twarz przyjaciela, tak przerażająco zastygłą w spokojnym wyrazie, zupełnie na przekór wydarzeniom. Wyglądał jakby był pogrążony w śnie. Kładąc dłonie na klatce piersiowej Strażnika i wyrównując swój oddech, dobrze wiedziała, co robi. Przemknęło jej przez myśl, że do końca życia będzie musiała dziękować Księżycowi za to, że ją poprowadził. Ostatkami sił zebrała moc w koniuszkach palców i wyobraziła sobie, jak przelewa się ona w serce białowłosego. Po chwili czarne ślady po ogniu zaczęły znikać z jego skóry i włosów. W końcu otworzył szare oczy, w które powracał dawny blask. Patrzył nieco tępo w sufit, a Elsa znużona wysiłkiem opadła na posadzkę, jednak w głębi duszy ciesząc się, że jej przyjaciel jest cały i zdrowy.





[pierwotna wersja napisana przez Vicky, korekta wprowadzona przez Amebę-chan]

II. Niebezpieczeństwa

Białowłosy położył Elsę na swoich kolanach i próbował zahamować płacz. Jednak piekące oczy łzy spływały po jego policzkach i skapywały na twarzyczkę dziewczynki, rozpuszczając majestatyczne wzory ze szronu. W myślach chłopaka trwał wyścig obietnic w zamian za pomoc od Księżyca. Jak mógłby żyć bez swojej małej przyjaciółki, siostry... Po prostu dziecka, które zgodnie ze swoją misją na świecie powinien uszczęśliwiać. Zawiódł, zamiast uśmiechu na ustach księżniczki gościł zimny, nieprzyjazny lód. Co powiedzą jej rodzice, kiedy przyjdą tu porankiem, nie zastając wcześniej Elsy w jej komnacie? Czy on będzie w stanie sobie wybaczyć, pozbawiając świat najdroższej sobie osoby? Całe jego poczucie winy, żal i smutek zebrały się w desperackim krzyku, którego echo poniosły korytarze zamku.
– Nie! Zabierz mnie, ale ona nie może umrzeć! – skierował niebieskie, roziskrzone złudną nadzieją i łzami spojrzenie na widoczny za oknami Księżyc.
Jednak srebrzysta tarcza trwała nieruchomo na swoim miejscu na niebie, jakby tej nocy nie wydarzyło się nic szczególnego. Jack ze zrezygnowaniem przytulił księżniczkę, a gdzieś w jego głowie kołatała myśl, że to ostatnie pożegnanie. Lecz zanim przyjął to do wiadomości, wyczuł delikatne bicie dziecięcego serduszka i płytki, ale regularny oddech. Większej ulgi niż w tamtym momencie nie poczuł nigdy w życiu. Wziął Elsę delikatnie na ręce i ruszył obszernym korytarzem w kierunku niebiesko-różowej komnaty. Ostrożnie przekroczył drzwi, zręcznie wymijając rozrzucone po podłodze szmaciane lalki, drewniane koniki i pluszowe misie. Następczyni tronu zawsze bawiła się do późna, ale niemal nigdy po sobie nie sprzątała, twierdząc, że nie ma takiej potrzeby, skoro następnego dnia znów zrobi bałagan. Tej dziecięcej tezy nie mogli obalić nawet jej rodzice, uparcie twierdzący, że w nocy zabawki powinny spoczywać w wielkiej skrzyni pod oknem. Frost ułożył księżniczkę w błękitnym łóżku z baldachimem i jedwabną pościelą. Przykrywając ją kołdrą z ludowym, kwiatowym wzorem, zauważył, że lód na jej skórze powoli topnieje. Poczuł lekkie, ale uporczywe ukłucie niepokoju. Niemożliwym było, aby Elsa obudziła się rano tak jak co dzień i zajęła się swoimi sprawami, nie odczuwając konsekwencji zamarznięcia. Jednak białowłosy wiedział, że nie może wiele zwojować, więc postanowił pozostawić ją pod opieką Księżyca. Rzucił małej przyjaciółce, ostatnie tej nocy, długie spojrzenie i wyleciał przez okno. Mimo tego, że ufał srebrzystemu przewodnikowi nocnego nieba, Jack wylądował na drzewie, kilka metrów od kamiennej ściany zamku, aby móc obserwować sytuację. Usiadł na jednej z grubszych gałęzi i czekał, wpatrując się w gwiazdy, aż te zaczęły blednąć na tle pomarańczowego nieba. Wschód słońca i kolejny dzień, który rozpoczął poddenerwowany krzyk królowej Arendelle.
– O mój Boże, moja córeczka!
Księżniczka obudziła się na dźwięk głosu matki i leniwie otworzyła oczy. Spojrzała zaspana na rodzicielkę, jednocześnie próbując sobie przypomnieć, co wydarzyło się w nocy podczas zabawy z Frostem i jak trafiła do swojego pokoju. Nie rozumiała, dlaczego władczyni stała kilka metrów od jej łóżka i patrzyła na nią z przerażeniem w ciemnych oczach, zasłaniając usta dłońmi, jakby coś zmuszało ją do krzyku. Po chwili do komnaty wszedł ojciec Elsy, w pierwszej kolejności kierując się do żony.
– Wszystko w porządku, moja droga? – zapytał z troską w głębokim głosie, nieco zachrypniętym od częstych przemówień. – Nie możesz się denerwować, jesteś w ciąży – odruchowo spojrzał na brzuch kobiety, który był już mocno zaokrąglony.
Za trzy miesiące na świat miał przyjść albo Ludmił Kazimierz Bogumił V, odziedziczając imiona po dziadku, albo Anna Samanta Eryka I. 
– Spójrz na naszą córeczkę – królowa drżącym palcem wskazała księżniczkę, która gramoliła się z pościeli z zamiarem przywitania rodziców ciepłym uściskiem.
Jednak ton głosu matki zatrzymał ją w miejscu. Rodzice patrzyli na nią, jakby była obcym człowiekiem. 
– O-o co chodzi? – spytała przestraszonym głosem, mając ochotę schować się przed ich wzrokiem z powrotem pod kołdrą.
– Elso, coś ty zrobiła? – to była jedyna odpowiedź, jaką dostała od króla.
Następczyni tronu, kierując się przeczuciem, spojrzała w lustro wbudowane w drzwi zdobionej szafy. W jego tafli nie odbijała się drobna szatynka o brązowych oczach, tak jak to być powinno. W szkle stała zdumiona, niebieskooka dziewczynka o bardzo bladej cerze, której fale jasnoblond włosów opadały splątanymi kosmykami na ramiona. Księżniczka poruszyła nerwowo dłonią, sprawdzając czy odbicie na pewno należy do niej. Jednak ono powtórzyło bezbłędnie jej ruch. Gdzieś w głębi serca następczyni tronu podobał się nowy wygląd, ale jednocześnie czuła, że w niekontrolowany sposób odłącza się od rodziny.
– Ja n-nie wiem jak... – wybełkotała, czując na sobie zaniepokojony wzrok rodziców.
Od dalszych wyjaśnień wybawiły ją krzyki pokojówek i wpadnięcie jednej z nich do komnaty. 
– Panie... – oddychała ciężko jak po długim biegu, a w jej oczach malowało się przerażenie, które dostrzegła chyba jedynie Elsa.
– Elizabeth, rozumiem, że to dopiero trzeci dzień twojej pracy tutaj, jednak pukanie do drzwi i opanowanie to podstawy, jeśli chcesz utrzymać posadę – stwierdził spokojnym, ale surowym tonem władca Arendelle.
– Panie, nie ma czasu – młoda kobieta chciała powiedzieć coś więcej, ale zabrakło jej tchu.
– Na naukę zawsze jest czas, więc uspokój się, proszę, a potem wyjaśnij, co się dzieje.
– Pożar, panie! Na zamku wybuchł pożar! – wykrztusiła z trudem, na co twarz króla stężała.
– Wychodzimy, szybko! – zarządził, zwracając się do żony i córki.
Dla księżniczki pocieszeniem w tej okropnej sytuacji było, że sprawa jej przemiany z pewnością została odłożona daleko w czasie. Teraz biegła za rodzicami, przypominając sobie jak kilka godzin temu ślizgała się na łyżwach tym samym korytarzem, którym teraz uciekała. Wtedy śmiała się, a teraz miała tak poważny wyraz twarzy, że nikt nie powiedziałby, że ma zaledwie pięć lat. Mimo młodego wieku rozumiała powagę sytuacji, że może więcej nie zobaczy najlepszego przyjaciela, straci dom... Dziewczynka czuła w koniuszkach palców dziwną energię, która rozchodziła się po całym jej ciele. Za kilka minut miała dowiedzieć się, co ona ze sobą niesie.
– Masz strasznie zimne dłonie, kochanie – szepnęła królowa, kiedy dla dodania otuchy córce i sobie, złapała ją za rękę.
W oczach kobiety można było dostrzec zmęczenie, chroniła nie tylko siebie, ale także dziecko, które nieświadome spoczywało w jej łonie. Przynajmniej ono się nie bało. Portrety przodków spoglądały ponuro na szaleńczą ucieczkę potomnych, wisząc od lat na ścianach. Stare, dębowe drzwi z żelaznymi wzmocnieniami były kilka metrów przed nimi, za zakrętem prowadzącym do głównego korytarza. Minęli go i zatrzymali się w bezruchu. Władczyni Arendelle osunęła się nieprzytomna na ziemię od nadmiaru emocji i stresu. Mąż złapał ją, ręką obejmując jej talię, zanim kobieta uderzyła głową o ziemię i położył głowę ukochanej na kolanach. Elsa wpatrywała się w płonące wyjście, z drzwi zostały już jedynie resztki metalowych okuć. Płomienie zaczynały pochłaniać czerwony dywan biegnący aż do sali audiencyjnej. 
– To koniec? – rzuciła pytanie jedna z roztrzęsionych służących.
Król w zamyśleniu przyciągnął do siebie córkę, szukając w pamięci najbliższego alternatywnego wyjścia. Jasnowłosa niemal od razu wyrwała się w objęć, zaciskając dłonie w piąstki. Energia w jej ciele pulsowała, ogarniając całe ciało chłodem i poczuciem siły. Wystarczyło uwierzyć w pomoc Księżyca, przecież on był przy ludziach zawsze, nawet jeśli przyćmiony blaskiem Słońca.
– To nie koniec! – z zaciętym wyrazem twarzy tupnęła nogą, zwracając na siebie uwagę wszystkich.
Gdy drobna stópka dziewczynki dotknęła ziemi, wypłynął spod niej lód, pokrywając cienką warstwą posadzkę i gasząc języki ognia, które dosięgły dywanu. Elsa, nie zważając na zdumione, a wręcz przerażone spojrzenia wokół siebie, stanęła naprzeciw szalejącego żywiołu ognia i wyciągnęła ręce przed siebie. Chwilę wpatrywała się w swoje palce, skupiając w nich energię. Wierzyła, że prowadzi ją sam Księżyc, kiedy z jej dłoni wystrzelił lód. Zacisnęła oczy, błagając, żeby jej moc okazała się na tyle silna, żeby zamrozić płomienie. Może gdyby Jack jej pomógł... Jednak białowłosy spał w najlepsze na gałęzi drzewa, nieświadomy tego, co się wokół niego działo. Niebezpiecznie przechylał się na prawą stronę, aż w końcu spadł na niższe konary, a następnie zdrowo rąbnął o ziemię. Gdyby nie pomoc wiatru i nieśmiertelność, zapewne skończyłby ze skręconym karkiem. Frosta otrzeźwił dopiero ból w sercu, kiedy ktoś przez niego przeszedł. Skrzywił się z zamiarem obrzucenia śmiałka śniegiem, jednak wygląd postaci przyprawił go o dreszcze rozchodzące się po plecach. Osoba wyglądająca na mężczyznę w młodym wieku, miała na sobie czarny płaszcz, pod szerokim kapturem błyszczały oczy, wyrażające złowrogi triumf. Jack powiódł za tym spojrzeniem, a widok zamroził mu krew w żyłach. Frontowa część zamku płonęła. Tak bardzo obawiał się śmierci Elsy, a stało się coś dużo gorszego. Postać w płaszczu zaśmiała się pod nosem i pobiegła w stronę portu, ale chłopak już nie zwracał na nią uwagi. Wpatrywał się w płomienie jak zahipnotyzowany, a jego przerażone źrenice odbijały je w wielokrotnym pomniejszeniu. W głowie kołatała mu myśl, że powinien lecieć tam i pomóc ludziom w niebezpieczeństwie, ale nie potrafił wykonać żadnego ruchu. Bardziej niż ognia białowłosy bał się tylko nieprzeniknionych wód jezior. Biernie patrzył, jak języki ognia dosięgają drewnianych dachówek. Po Arendelle niosły się krzyki mieszczan, którzy rozpaczliwie biegali z wiadrami pełnymi wody.
– Wybacz, mała – to były jedyne słowa, które cichym i rozpaczliwym szeptem przebiły się przez jego strach.
Chciał uciec jak najdalej od pomarańczowego blasku. Jednak coś nie pozwalało mu uciec. Za bardzo martwił się o Elsę, by stchórzyć i odlecieć. Jak mógłby jej to zrobić?





[rozdział i jego korekta napisana przez Amebę-chan]

czwartek, 8 stycznia 2015

I. Wypadek

– Berek, ty gonisz, Jack! Ha, nie złapiesz mnie, ślamazaro! – w pustych pokojach norweskiego Arendelle od ścian echem odbijał się dziewczęcy głos.
Po śliskiej powierzchni podłogi pokrytej cienkim lodem sunęła na łyżwach para największych urwisów jakich widział świat. Księżniczka Arendelle, Elsa Luna Klementyna II oraz... hm, po prostu Jack Frost. Może jednak nie tak po prostu, to był Wielki Jack Frost, zabawne dziecko Księżyca. Chłopak pomimo, że miał za sobą ponad trzysta lat, dotknięty mocą srebrnego przyjaciela całkiem nieźle się trzymał. Co prawda, jego włosy były pobielały, ale poza tym pozostał w ciele siedemnastolatka. Wręcz nienaturalnie chuda sylwetka i ładna, zgrabna twarz dodawały mu uroku. Dziewczynka natomiast była pięcioletnią, chodzącą słodyczą. Jasnobrązowe włosy okalające drobną, bladą twarzyczkę i duże, brązowe oczy niejednego by powaliły. Elsa zazwyczaj nosiła warkocz, żeby kosmyki nie wpadały się w oczy, lecz tej nocy Jack wyrwał ją ze snu, tłumacząc, że czuł się samotny, więc co chwila odgarniała je z czoła. Jednak nie przeszkadzało jej to, bo rozumiała Frosta, była jedyną osobą, która go widziała, więc jeśli nie przebywał z nią, był zdany wyłącznie na siebie. Smuciła ją sytuacja przyjaciela, wiele razy proponowała mu pozostanie w zamku. Jednak on za każdym razem kategorycznie odmawiał, tłumacząc, że woli ciszę lasu niż hałas miasta.
– Szybciej, księżniczko dąsalska! – naigrawał się z niej chłopak.
Dziewczynka jak na komendę przystanęła, spojrzała na Jack'a i zmarszczyła brwi, tupiąc drobną nóżką.
– Nie mów do mnie „księżniczko dąsalska”, ja się nie dąsam!
Widząc jej reakcję białowłosy zaśmiał się pod nosem i, nie chcąc popsuć sobie przedniej zabawy, zapytał.
– Aha... To co teraz robisz?
Ten argument zbił z tropu następczynię tronu. Jednak każde dziecko dysponuje magicznym zdaniem, którego używa, gdy dyskusja obraca się na ich niekorzyść.
– Powiem wszystko mamie!
– Nie wolno ci, rozumiesz? – Frost od razu pochylił się nad nią i pogroził jej palcem.
Elsa spojrzała na niego ze strachem. Białowłosy odetchnął głęboko i zanucił kołysankę, którą śpiewał jej do snu co noc.
– Przecież pamiętasz, niech nie wie nikt, nie zdradzaj nic...
– Żadnych uczuć, od teraz tak masz żyć... – dokończyła ze smutkiem. – Jack, przepraszam, ja tylko żartowałam! – zadeklarowała po chwili.
– Nawet ci się udało – oznajmił z uśmiechem, chcąc poprawić jej humor. – A teraz chodź! – chwycił ją za rękę i zaprowadził do obszernej sali tronowej. – To będzie doskonałe miejsce na zabawę! - ruchami dłoni utworzył śnieżkę i rzucił ją pod sufit, gdzie wybuchła jak fajerwerk, sypiąc śniegiem i tworząc piękny, zimowy krajobraz. – Gotowa?
– Aha! – brązowowłosa skinęła głową z podekscytowaniem.
Razem zaczęli lepić bałwany o rozmaitych kształtach, zazwyczaj jednak miały śmiesznie małe głowy i szerokie brzuchy. Elsa, wierząc, że kiedyś śnieżne stworki ożyją, tuliła każdego po kolei. W pewnym momencie Frostowi wydawało się, że usłyszał, jak dziewczynka przemawia do jednego z bałwanków.
– Jesteś śliczny i bardzo cię kocham. Jeśli chcesz, możesz być moim przyjacielem, ale wybacz mi, jeśli czasem będę cię zaniedbywać, gdy będę zajęta zabawą z Jack'iem. Bo wiesz, Dudusiu... On jest dla mnie jak brat!
Chłopak poczuł ciepło rozlewające się po jego ciele, chciał jej podziękować za te słowa, przytulić... I wtedy niechcący dotknął jej głowy koniuszkiem laski. Księżniczka wyprostowała się nienaturalnie i uniosła parę centymetrów nad ziemię jak opętańcy w drugorzędnym horrorach. Jej włosy stały się jaśniejsze, skóra zbladła jeszcze bardziej, a niebieskie z zimna usta pokryły się szronem. Frost zastygły w przerażeniu patrzył, jak małe ciało uderza z całej siły o posadzkę.
– Elsa! – krzyknął nagle i podbiegł do niej, potykając się o własne nogi. – Elsa, Elsa... – powtarzał jej imię jak mantrę, przyklękając i kładąc jej głowę na kolanach. – Elsa... – wyszeptał ponownie, jakby to miała być litania, pokuta za jej śmierć.
Śmierć? Białowłosy spojrzał na dziewczynkę w swoich ramionach. Nie, ona nie mogła umrzeć, miała dom, rodzinę, była jego siostrą, to się nie mogło dziać naprawdę. Zacisnął powieki i zaczął płakać jak małe dziecko.
– Jack... – miał wrażenie, że słyszy jej cichy głos z oddali nieskończonego korytarza, nie mógł do niej dotrzeć. – Jack.
Otworzył oczy i zobaczył Elsę w łunie księżycowego blasku. Nie umarła. To było coś gorszego od umierania. Ona... Zamarzła.







[pierwotna wersja napisana przez Love Lullaby, korekta wprowadzona przez Amebę-chan]