Elsa powoli otworzyła oczy i nie mogła uwierzyć we własny wyczyn sprzed kilku sekund. Była oszołomiona, jej bladziuteńkie dłonie właśnie poskromiły najgroźniejszy żywioł, ogień. Jej ciało trzęsło się od nadmiaru emocji i przez moment mogłoby się wydawać, że księżniczka osunie się na ziemię, jednak ona powoli podeszła do pozostałości po drzwiach, które jeszcze niedawno stały w płomieniach, a teraz pokrywał je lód. Drżącymi palcami przesunęła po przejrzystym, błyszczącym wytworze własnych rąk. Zauważyła, że zimno obejmujące opuszki zupełnie jej nie przeszkadzało. Nagle ocknęła się i rozejrzała po korytarzu, na którym zapanowała zupełna cisza.
– Uciekajcie! – krzyknęła, nie rozumiejąc, dlaczego nikt nie biegnie ku bezpiecznemu dziedzińcu.
Król wstał, wciąż trzymając ciężarną małżonkę w ramionach, którą nie sposób było ocucić. Wraz ze służbą ruszyli ku wolności. Jednak coś zatrzymało władcę Arendelle. Jego ukochana córka stała w miejscu, jakby nie miała zamiaru wyjść z zamku, który nadal trawił ogień.
– Elso, musimy uciekać! – powiedział stanowczym tonem, łapiąc dziewczynkę za ramię.
Ona jednak zwinnie wywinęła się z uścisku i odwróciła tyłem do wyjścia.
– Ja nie idę – oznajmiła poważnie, patrząc na ojca znad ramienia. – Wiem, co potrafię, a z pomocą Księżyca na pewno uda mi się ocalić nasz dom – zacisnęła drobną dłoń na koszuli nocnej, w miejscu gdzie biło jej młode, odważne serce.
– To wariactwo! – krzyknął mężczyzna, jednak księżniczka pozostała w bezruchu. – Nie zdołasz unicestwić takiego żywiołu! Jeśli coś ci się stanie...
– Kocham was, pamiętajcie o tym – odwróciła się do króla ze łzami w oczach. – Muszę spróbować – dodała szeptem, po czym odgrodziła się od rodziców lodową ścianą, pokazując, że nie zmieni swojej decyzji.
Chwilę patrzyła na zniekształconą przez lód, przerażoną twarz ojca. Kiedy w końcu zrezygnowany władca wyniósł małżonkę na dziedziniec, pobiegła do drzwi sali audiencyjnej i spojrzała na drewniane belki przy suficie pochłaniane przez płomienie.
– Ja, księżniczka Elsa Luna Klementyna II oświadczam, iż dołożą wszelkich starań, by za pomocą mojego daru pokonać ogień, więc dopomóż mi, potężny Księżycu!
Zebrała w sobie siły i skierowała palce ku szalejącemu żywiołowi. Zacisnęła powieki, wyobrażając sobie, jak lód pokrywa strop. Kiedy otworzyła oczy, jej wyobrażenia stały się prawdą, a jej jasne włosy oprószał drobny śnieg. Wtedy zobaczyła na końcu holu postać w granatowej bluzie, która z zaciętym wyrazem twarzy zamrażała z pomocą zakrzywionego kija płomienie w bocznych korytarzach.
– Jack! – zawołała i pobiegła w jego kierunku.
Chłopak chwycił ją w ramiona i przytulił mocno do siebie. Dla tej małej istoty pokonał własny strach, przez który miał wrażenie jakby topił się między językami ognia. Dla niej wyprzedził wiatr, byleby tylko ją znaleźć i sprawić, że będzie bezpieczna. Była dla niego jak młodsza siostra Emma, którą kiedyś ocalił od utonięcia, samemu zostając pochłoniętym przez wodę.
– Jack... – wyszeptała dziewczynka, wtulając twarz w szronowe wzory na ubraniu przyjaciela. – Tak się cieszę, że cię widzę! – po jej policzkach popłynęły łzy szczęścia.
– Elso, idź w bezpieczne miejsce, ja zajmę się ogniem, dobrze? – powiedział, wstając i uderzając kijem o posadzkę, żeby podkreślić wagę swych słów.
– Nie zostawię cię! Jesteś moim przyjacielem, a z nimi idzie się wszędzie! – dziewczynka tupnęła nogą i otarła resztki łez. – Przysięgłam sobie chronić zamek.
– Proszę – wykrztusił Frost, zaskoczony, jak poważne obietnice składa pięciolatka.
Patrzył chwilę i wtedy minął szok, a do białowłosego dotarło, że jego przyjaciółka wygląda zgoła inaczej. Otworzył szerzej oczy z przerażenia, składając pojedyncze wydarzenia w całość scenariusza. To, co stało się w nocy, odbiło piętno na księżniczce, nie tylko zmieniając kolor jej włosów i oczu, ale także obdarzając ją ogromną mocą. Czy będzie ona błogosławieństwem czy też przekleństwem miały określać emocje targające przyszłą królową Arendelle. Po bladym policzku Elsy popłynęła samotna łza, która zamarzła w połowie drogi na ziemię i z cichym brzękiem pękającego kryształu lodu roztrzaskała się. Zapadła cisza i walka na spojrzenia. Jasnowłosa odwróciła się i zaczęła powoli iść do wrót, pokrywając szronem dywan przy stawianiu kolejnych kroków. Strażnik rzucił się do walki z żywiołem, który był jego największym lękiem i słabością. Nagle krzyknął, kiedy płomień osmalił mu rękaw bluzy i poparzył skórę. Czarny ślad na materiale sparaliżował go. Zacisnął palce na lasce, aż zbielały mu kostki, jednak nie poruszył się choćby o milimetr. Czuł coraz większe gorąco, aż stracił kontakt z rzeczywistością, a obraz rozmył się w czarną plamę. Ostatnie, co usłyszał, to swoje imię wołane przez znajomy głos, który uwielbiał.
– Jack! – Elsa uklękła obok nieprzytomnego przyjaciela, z wysiłkiem odgradzając się lodową ścianą od ognia. – Jack, obudź się, proszę! – szarpała za rękaw jego bluzy, próbując dotrzeć do podświadomości chłopaka.
Jednak on nie otwierał oczu. Zrozpaczona księżniczka chwyciła jego częściowo naruszony przez ogień kij i skierowała ku górze. Czuła zbierające się w niej emocje, złość, rozpacz, nadzieję. Dłoń dziewczynki, którą ściskała laskę drżała, a osmalone drewno powoli pokrywało się szronem. Elsa zacisnęła powieki, a kiedy je rozchyliła, cały zamek pokryty był warstwą lodu, która już powoli zaczynała topnieć. Osunęła się na kolana i zaczęła szlochać, przysuwając się do Frost'a. Dla niego zawróciła, biegła, potykając się o krótkie nóżki, dla niego wciąż próbowała utrzymać się na nogach, pomimo wycieńczenia. Musiała skupić się jeszcze ten jeden, ostatni raz. Popatrzyła na twarz przyjaciela, tak przerażająco zastygłą w spokojnym wyrazie, zupełnie na przekór wydarzeniom. Wyglądał jakby był pogrążony w śnie. Kładąc dłonie na klatce piersiowej Strażnika i wyrównując swój oddech, dobrze wiedziała, co robi. Przemknęło jej przez myśl, że do końca życia będzie musiała dziękować Księżycowi za to, że ją poprowadził. Ostatkami sił zebrała moc w koniuszkach palców i wyobraziła sobie, jak przelewa się ona w serce białowłosego. Po chwili czarne ślady po ogniu zaczęły znikać z jego skóry i włosów. W końcu otworzył szare oczy, w które powracał dawny blask. Patrzył nieco tępo w sufit, a Elsa znużona wysiłkiem opadła na posadzkę, jednak w głębi duszy ciesząc się, że jej przyjaciel jest cały i zdrowy.
– Uciekajcie! – krzyknęła, nie rozumiejąc, dlaczego nikt nie biegnie ku bezpiecznemu dziedzińcu.
Król wstał, wciąż trzymając ciężarną małżonkę w ramionach, którą nie sposób było ocucić. Wraz ze służbą ruszyli ku wolności. Jednak coś zatrzymało władcę Arendelle. Jego ukochana córka stała w miejscu, jakby nie miała zamiaru wyjść z zamku, który nadal trawił ogień.
– Elso, musimy uciekać! – powiedział stanowczym tonem, łapiąc dziewczynkę za ramię.
Ona jednak zwinnie wywinęła się z uścisku i odwróciła tyłem do wyjścia.
– Ja nie idę – oznajmiła poważnie, patrząc na ojca znad ramienia. – Wiem, co potrafię, a z pomocą Księżyca na pewno uda mi się ocalić nasz dom – zacisnęła drobną dłoń na koszuli nocnej, w miejscu gdzie biło jej młode, odważne serce.
– To wariactwo! – krzyknął mężczyzna, jednak księżniczka pozostała w bezruchu. – Nie zdołasz unicestwić takiego żywiołu! Jeśli coś ci się stanie...
– Kocham was, pamiętajcie o tym – odwróciła się do króla ze łzami w oczach. – Muszę spróbować – dodała szeptem, po czym odgrodziła się od rodziców lodową ścianą, pokazując, że nie zmieni swojej decyzji.
Chwilę patrzyła na zniekształconą przez lód, przerażoną twarz ojca. Kiedy w końcu zrezygnowany władca wyniósł małżonkę na dziedziniec, pobiegła do drzwi sali audiencyjnej i spojrzała na drewniane belki przy suficie pochłaniane przez płomienie.
– Ja, księżniczka Elsa Luna Klementyna II oświadczam, iż dołożą wszelkich starań, by za pomocą mojego daru pokonać ogień, więc dopomóż mi, potężny Księżycu!
Zebrała w sobie siły i skierowała palce ku szalejącemu żywiołowi. Zacisnęła powieki, wyobrażając sobie, jak lód pokrywa strop. Kiedy otworzyła oczy, jej wyobrażenia stały się prawdą, a jej jasne włosy oprószał drobny śnieg. Wtedy zobaczyła na końcu holu postać w granatowej bluzie, która z zaciętym wyrazem twarzy zamrażała z pomocą zakrzywionego kija płomienie w bocznych korytarzach.
– Jack! – zawołała i pobiegła w jego kierunku.
Chłopak chwycił ją w ramiona i przytulił mocno do siebie. Dla tej małej istoty pokonał własny strach, przez który miał wrażenie jakby topił się między językami ognia. Dla niej wyprzedził wiatr, byleby tylko ją znaleźć i sprawić, że będzie bezpieczna. Była dla niego jak młodsza siostra Emma, którą kiedyś ocalił od utonięcia, samemu zostając pochłoniętym przez wodę.
– Jack... – wyszeptała dziewczynka, wtulając twarz w szronowe wzory na ubraniu przyjaciela. – Tak się cieszę, że cię widzę! – po jej policzkach popłynęły łzy szczęścia.
– Elso, idź w bezpieczne miejsce, ja zajmę się ogniem, dobrze? – powiedział, wstając i uderzając kijem o posadzkę, żeby podkreślić wagę swych słów.
– Nie zostawię cię! Jesteś moim przyjacielem, a z nimi idzie się wszędzie! – dziewczynka tupnęła nogą i otarła resztki łez. – Przysięgłam sobie chronić zamek.
– Proszę – wykrztusił Frost, zaskoczony, jak poważne obietnice składa pięciolatka.
Patrzył chwilę i wtedy minął szok, a do białowłosego dotarło, że jego przyjaciółka wygląda zgoła inaczej. Otworzył szerzej oczy z przerażenia, składając pojedyncze wydarzenia w całość scenariusza. To, co stało się w nocy, odbiło piętno na księżniczce, nie tylko zmieniając kolor jej włosów i oczu, ale także obdarzając ją ogromną mocą. Czy będzie ona błogosławieństwem czy też przekleństwem miały określać emocje targające przyszłą królową Arendelle. Po bladym policzku Elsy popłynęła samotna łza, która zamarzła w połowie drogi na ziemię i z cichym brzękiem pękającego kryształu lodu roztrzaskała się. Zapadła cisza i walka na spojrzenia. Jasnowłosa odwróciła się i zaczęła powoli iść do wrót, pokrywając szronem dywan przy stawianiu kolejnych kroków. Strażnik rzucił się do walki z żywiołem, który był jego największym lękiem i słabością. Nagle krzyknął, kiedy płomień osmalił mu rękaw bluzy i poparzył skórę. Czarny ślad na materiale sparaliżował go. Zacisnął palce na lasce, aż zbielały mu kostki, jednak nie poruszył się choćby o milimetr. Czuł coraz większe gorąco, aż stracił kontakt z rzeczywistością, a obraz rozmył się w czarną plamę. Ostatnie, co usłyszał, to swoje imię wołane przez znajomy głos, który uwielbiał.
– Jack! – Elsa uklękła obok nieprzytomnego przyjaciela, z wysiłkiem odgradzając się lodową ścianą od ognia. – Jack, obudź się, proszę! – szarpała za rękaw jego bluzy, próbując dotrzeć do podświadomości chłopaka.
Jednak on nie otwierał oczu. Zrozpaczona księżniczka chwyciła jego częściowo naruszony przez ogień kij i skierowała ku górze. Czuła zbierające się w niej emocje, złość, rozpacz, nadzieję. Dłoń dziewczynki, którą ściskała laskę drżała, a osmalone drewno powoli pokrywało się szronem. Elsa zacisnęła powieki, a kiedy je rozchyliła, cały zamek pokryty był warstwą lodu, która już powoli zaczynała topnieć. Osunęła się na kolana i zaczęła szlochać, przysuwając się do Frost'a. Dla niego zawróciła, biegła, potykając się o krótkie nóżki, dla niego wciąż próbowała utrzymać się na nogach, pomimo wycieńczenia. Musiała skupić się jeszcze ten jeden, ostatni raz. Popatrzyła na twarz przyjaciela, tak przerażająco zastygłą w spokojnym wyrazie, zupełnie na przekór wydarzeniom. Wyglądał jakby był pogrążony w śnie. Kładąc dłonie na klatce piersiowej Strażnika i wyrównując swój oddech, dobrze wiedziała, co robi. Przemknęło jej przez myśl, że do końca życia będzie musiała dziękować Księżycowi za to, że ją poprowadził. Ostatkami sił zebrała moc w koniuszkach palców i wyobraziła sobie, jak przelewa się ona w serce białowłosego. Po chwili czarne ślady po ogniu zaczęły znikać z jego skóry i włosów. W końcu otworzył szare oczy, w które powracał dawny blask. Patrzył nieco tępo w sufit, a Elsa znużona wysiłkiem opadła na posadzkę, jednak w głębi duszy ciesząc się, że jej przyjaciel jest cały i zdrowy.
[pierwotna wersja napisana przez Vicky, korekta wprowadzona przez Amebę-chan]
Szybka jesteś ^.^ Nie wymieszałaś chrzanu z kiełbasą xD
OdpowiedzUsuńAle nie piszcie w takim tempie, bo za szybko będzie moja kolej i znów będą prawie trzy tygodnie czekania ;-P
Ania
Oki nastepnym razem napisze poltora tygodnia po tb
UsuńAle chamstwo:P na moim blogu (na drugim koncie Inez Ice) też tak (a rczej podobnie) chciałam ożywić Jacka>.< telepatiaaaa :o magic!
OdpowiedzUsuńŚlicznie-piękny rozdział;*
Porozumiewamy sie telepatetycznie - nipamietam czyj tekst xD
UsuńDziekuje :*
Dawać next plisss!!!
OdpowiedzUsuńpPozdro i weny***
Czekamy na Princess Of Darkness (:
OdpowiedzUsuń