Jack leciał jak najdalej przed siebie. Uznał że musi
wszystko powiedzieć North’owi. Jedno pytanie kołatało mu się po głowie. Kim
była ta mała dziewczynka? Nie znał jej w ogóle, ale nie widział powodu żeby
miała go okłamywać. Uświadomił sobie coś i gwałtownie się zatrzymał. Chwila! Ona
go widziała! No przecież musiała, no nie? Ale, ale jak? To jest nie możliwe.
Albo? Albo ona naprawdę nie kłamała. Chłopak nie potrafił tego wszystkiego
ogarnąć. Naprawdę musi pogadać z Mikołajem. Z tą myślą popędził przed
siebie jak błyskawica.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mała Elsa wybiegła z zamku. Gdzie ma teraz pójść? Nie zna tu żadnych miejsc. Prawie całe życie spędziła w zamku. Ludzie przechodzili obok niej, nie zwracając na nią uwagi. Uznała że tą noc spędzi gdzieś w mieście, a z samego rana, jak najszybciej je opuści. Jedynym sensownym miejscem na nocleg zdawały się jej stajnie. Ponieważ dużo jeździła konno dobrze pamiętała gdzie są stajnie. Poszła szybko w ich kierunku. Przechodząc obok piekarni poczuła jak bardzo jest głodna. Przejrzała swoje kieszenie. Znalazła 5 złotych monet. Jak pamięć jej nie zawodzi, to za 1 złotą monetę dało kupić się dość duży bochenek chleba. Popchnęła drzwi wejściowe, a dzwonek nad nimi zawieszony zadzwonił radośnie. Podeszła nieśmiało do lady.
Mała Elsa wybiegła z zamku. Gdzie ma teraz pójść? Nie zna tu żadnych miejsc. Prawie całe życie spędziła w zamku. Ludzie przechodzili obok niej, nie zwracając na nią uwagi. Uznała że tą noc spędzi gdzieś w mieście, a z samego rana, jak najszybciej je opuści. Jedynym sensownym miejscem na nocleg zdawały się jej stajnie. Ponieważ dużo jeździła konno dobrze pamiętała gdzie są stajnie. Poszła szybko w ich kierunku. Przechodząc obok piekarni poczuła jak bardzo jest głodna. Przejrzała swoje kieszenie. Znalazła 5 złotych monet. Jak pamięć jej nie zawodzi, to za 1 złotą monetę dało kupić się dość duży bochenek chleba. Popchnęła drzwi wejściowe, a dzwonek nad nimi zawieszony zadzwonił radośnie. Podeszła nieśmiało do lady.
- Dobry wieczór - przywitała się grzecznie, jak nakazują
dobre maniery.
- Witam panienkę! - odpowiedział jej uśmiechnięty sprzedawca.
Znała go z widzenia z pałacu. Jego córka była nadworną kucharką, odwiedzał ją raz czy dwa w miesiącu.
- Co panienka sobie życzy?
Znała go z widzenia z pałacu. Jego córka była nadworną kucharką, odwiedzał ją raz czy dwa w miesiącu.
- Co panienka sobie życzy?
Jego wesołe usposobienie sprawiło że od razu na twarzy Elsy
zakwitł uśmiech.
- Poprosiłabym jeden bochenek chleba, ale nie taki duży - poprosiła lekko dygając z przyzwyczajenia.
- Oczywiście! Już podaję! - zniknął na chwilę z pola
jej widzenia, a potem wrócił z złotym bochenkiem chleba. - Jeszcze ciepły!
Przed chwilką wyjąłem z pieca! - uśmiechnął się serdecznie. Położyła złotą
monetę na ladzie i wzięła chleb do rąk. Ciepło jeszcze bardziej poprawiło jej
humor.
- Reszty nie trzeba - powiedziała cicho i wyszła
z piekarni.
Wolnym krokiem szła w stronę
stajni zajadając się chlebem. Chyba nigdy w życiu zwykły chleb, bez
niczego, nie smakował lepiej niż teraz! Usłyszała jak ludzie obok niej
zaczynają coś głośno mówić. Szybko cały tłum zszedł na bok ulicy. Zobaczyła jak
karoca królewska szybko przejeżdża przez miasto. Zobaczyła zaniepokojoną twarz
matki. Rozglądała się ona po tłumie szukając bardzo wyróżniających się białych
włosów dziewczynki, wśród ciemnych włosów większości poddanych. Elsa widząc to
kucnęła, udając że coś jej upadło. Jej główka schowała się w tłumie sekundę po
tym gdy królowa spojrzała w tamtym kierunku. Gdy tłum wrócił do normalnego
funkcjonowania Elsa jeszcze szybciej przeszła do stajni. Cicho otworzyła
wejściowe drzwi. Podeszła do Strachajły. To jej kara klacz. Tak naprawdę ma na
imię Merci, ale Jack nazwał ją Strachajłą, ponieważ według niego ona
wszystkiego się boi. Mer radośnie zarżała na jej widok.
- Cii mała. Cichutko - uciszyła ją delikatnie Elsa. - Nie
będzie ci przeszkadzać jak tu sobie poleżę? - spytała kładąc się na sianie.
Po chwili klacz położyła się obok niej. Dopiero teraz dotarło do niej jak bardzo jest zmęczone.
Po chwili klacz położyła się obok niej. Dopiero teraz dotarło do niej jak bardzo jest zmęczone.
- Dobranoc Jack - ziewnęła i szybko zasnęła. Nie wiedziała
jednak że tej nocy koszmary jej nie opuszczą.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
-North! - krzyknął Jack.
Był już w siedzibie Mikołaja, ale nie mógł go znaleźć.
- Cholera jasna North! Gdzieś ty się zakopał!
Był już w siedzibie Mikołaja, ale nie mógł go znaleźć.
- Cholera jasna North! Gdzieś ty się zakopał!
- Pali się czy co?! - North wyszedł ze swojego gabinetu.
- Można tak powiedzieć - odpowiedział Jack.
Mikołaj spojrzał na niego, jakby czytał w jego myślach.
- Chodź - zaprosił go.
Jack opowiedział mu całą historię, dopiero widząc że nie
pamięta prawie połowy dnia.
- A pamiętasz co robiłeś wcześniej? - spytał zamyślony North
-No... no nie - odpowiedział Jack.
- A co robiłeś tydzień temu? - zapytał jeszcze raz.
- No rano byłem tu, a potem... No wieczorem tu wróciłem, ale
zapomniałem gdzie byłem podczas dnia - odpowiedział zdziwiony swoją
niepamięcią chłopak.
- Muszę to sprawić! - powiedział doniośle i wyszedł,
zostawiając białowłosego z milionem pytań kłębiących się w głowie.
Uznał że musi. No właśnie! Co musi? Jedyne co przyszło mu do głowy to rozmowa z tą
dziewczyną. Usiłował sobie ją przypomnieć dokładnie. Była niska, miała góra 10
lat, niebieskie oczy i białe włosy. Chwila. Co? Jakie dziecko w wieku 10 lat ma
białe włosy?! Może być taki jasny blond, ale nie białe!
Uznał że musi. No właśnie! Co musi?
- North! To ty sobie sprawdzaj ja idę! - krzyknął chłopak.
- Dobra! Co?! - usłyszał wyskakując przez okno.
- Wietrze! Lecimy?! - spytał radośnie Jack.
W odpowiedzi dostał ogromny podmuch wiatru w stronę z której wcześniej przybył.
- To lecimy!
***
Z góry błagam o przebaczenie! Wybaczcie że tak późno,
ale jak ten jeden raz, weny brak.
Jeszcze raz przepraszam i miłego czytania. Od razu uprzedzam to nie jest
rozdział pełen akcji! Trzeba trochę wyluzować ;) Następny rozdział Patrycja Jagiełło.
W odpowiedzi dostał ogromny podmuch wiatru w stronę z której wcześniej przybył.
- To lecimy!
Rav
Ha! Pierwsza=D
OdpowiedzUsuńświetnie, bosko, cudnie i perfekcyjnie.
Lecimy to lecimy. Proste :p
Pozdrowienia z Zadupia,
Queen
Ojejciu! Super :3
OdpowiedzUsuńCzyli nie pamięta tego, co łączy go z Elsą...
OdpowiedzUsuńLecimy! Fruuuuu!!!!
Queen! Znowu określenia mi zabierasz! A chwilowo nie mam weny na wymyślanie nowych! Wrr... No dobra spróbuję:
Rozdział wspaniały, piękny, nieziemski, doskonały, niezwykły, genialny, eminentny! (HA! Znowu mi się udało!)