Elsa czuła okropny mętlik w głowie. Anna odzyskała wspomnienia i pełnym zaskoczenia wzrokiem wpatrywała się w podłogę. Jack nie wiedział co ze sobą począć, nerwowo przechodził z nogi na nogę. Białowłosa wydawała się mu teraz taka odległa... Poważna, ubrana w oficjalny strój koronacyjny. Nie była już wesołą dziewczynką jaką tu zostawił. Przez te wszystkie lata gryzło go sumienie. Ona zawsze mu ufała, odmawiając opuszczenia domu nie zrobiła nic złego. Dużo czasu minęło zanim to do niego dotarło. Chciał wrócić, chociażby przeprosić. Ale gdy zobaczył ją tak dorosłą, zabrakło słów. Wszystkie zdania, które układał w myślach po drodze wyleciały z głowy.
– Dlaczego nikt mi niczego nie wyjaśnił?! – nagle wybuchła Anna. – Wtedy bym wszystko mogła zrozumieć!
– Robiłam to co za słuszne uważali rodzice. Byłaś już prawie dorosła, może chcieli ci wszystko powiedzieć po powrocie z wyprawy... Może... – w oczach królowej pojawiły się łzy. – Widzisz, że sama nie mogłam się na to zdobyć - pokazała lodowe kolce. – Nie czułam się gotowa...
Frost patrzył jak rudowłosa podchodzi do siostry obejmującej się rękami i kładzie jej łagodnie dłoń na ramieniu. Był tu niepotrzebny.
– Rozumiem Elso, rozumiem. Wszystko będzie dobrze – szeptała cicho Anna.
Po policzkach jasnowłosej zaczęły spływać łzy. W świetle świec wiszących na ścianach iskrzyły się jak drobne diamenciki. Albo odłamki lodu. Jack cicho zaczął się wycofywać. Siostry musiały ułożyć swoje życie bez niego, stworzyć nowe wspomnienia, a nie opierać się na starych.
– Zaczekaj! – krzyknęła za nim królowa.
Bijąc się z własnymi myślami, powoli obrócił się w jej kierunku. Ku jego największemu zdumieniu, kobieta uwiesiła mu się na szyi. Niepewnie odwzajemnił uścisk. Ze łzami w oczach wydawała się taka drobna i bezsilna. A jej serce skrywało przecież ogromny dar, wielkie brzemię i odpowiedzialność. Drugą ukazywała korona wśród jasnych włosów.
– Tęskniłam... – nagle oderwała się od niego i uderzyła zdezorientowanego białowłosego w policzek. – Zostawiłeś mnie!
Otworzyła szerzej oczy, kiedy tamten zaczął się śmiać.
– Ale wróciłem – spoważniał. – Żeby cię przeprosić – dodał.
Rozchyliła usta, chcąc coś odpowiedzieć, ale przerwała jej siostra:
– Elso, musisz roztopić lód, zanim ktoś go zauważy – wskazała ręką kolce.
– Kiedy ja nie potrafię... – mimo swoich słów uniosła ręce i wyciągnęła je w kierunku lodu.
Jednak było już za późno. Z sali balowej wypadł niemiecki arystokrata.
– Domagam się widzenia z królową! Szampan jest... – przerwał w połowie zdania, zauważając sytuację na korytarzu
– Czarna magia! Wiedziałem, że dzieje się tutaj coś złego!
– Pan nic nie rozumie! – zaczęła oponować Anna, jednak nie powstrzymało to przerażonych szeptów wśród powiększającej się grupki gości.
Jack kątem oka zauważył, że Elsa ucieka. Pobiegł za nią, słysząc też kroki kilku innych osób. Na placu zamkowym ludzie skandowali „Niech żyje królowa!” i wiwatowali. Chcieli wznieść toast grzanym winem, ale kobieta zniknęła w tłumie, przeciskając się między poddanymi.
– Elso! – zawołali za nią jednocześnie Frost i siostra.
Przez przypadek oparła się o fontannę. Woda wystrzeliła do góry i zamarzła w przerażającym kształcie. Wszyscy zamarli, gwar ucichł.
– Łapać ją! To wiedźma! – krzyknął arystokrata, którego nazwiska nikt nie potrafił zapamiętać.
Jednak królowa już dobiegła do wyjścia z krużganek. Ziemia pod jej stopami pokrywała się lodem, ścinając brzeg wąskiej zatoki. Odwróciła się, w oddali widząc twarze Anny i Jacka. Biegli ramię w ramię, co chwila ją wołając. Elsa zacisnęła dłonie i stawiała kolejne kroki, kra sięgała coraz dalej. W końcu kobieta puściła się biegiem. Kiedy pościg dotarł do brzegu, zniknęła między pniami. Frost nie czekając na nic wzbił się w powietrze, ale księżniczka pociągnęła go za nogawkę z powrotem na ziemię.
– To ja ją sprowokowałam, więc ja powinnam za nią pójść.
– Dla mnie ważniejszy jest czas niż honor czy tam moralność – chłopak wzruszył ramionami i odleciał.
Bacznie obserwował otoczenie, ale korony drzew zasłaniały mu wszystko. W końcu opadł na śnieg i ruszył znikającymi w świeżym puchu śladami przyjaciółki. Kiedy skończył się las ponownie dał się prowadzić wiatrowi. Nagle zaplątał się w coś fioletowego. Ze zdziwieniem stwierdził, że to płaszcz Elsy. Rozejrzał się i zauważył jej drobną postać biegnącą po lodowych schodach nad przełęczą.
Mam tę moc! Mam tę moc!
Mój jest wiatr, okiełznam śnieg!
Mam tę moc! Mam tę moc!
I zamiast łez jest śmiech!
Wreszcie ja, zostawię ślad!
Co tam burzy gniew...
W miarę zbliżania się, śpiew był coraz głośniejszy, a wokół nich powstawał lodowy pałac.
Moc mojej władzy lodem spada dziś na świat.
A duszę moją w mroźnych skrach, ku górze niesie wiatr!
I myśl powietrze tnie jak kryształowy miecz!
Nie zrobię kroku w tył!
Nie spojrzę nigdy wstecz!
Jack usiadł na barierce balkonu, patrząc na przemianę, jaka zachodziła w królowej.
Mam tę moc! Mam tę moc!
Z nową zorzą zbudzę się!
Mam tę moc! Mam tę moc!
Już nie ma tamtej mnie!
Oto ja, stanę w słońcu dnia!
Co tam burzy gniew!
Od lat coś w objęcia chłodu mnie pcha.
Drzwi balkonowe zamknęły się za nią i uderzyły go w nos*. Jęknął cicho i je otworzył. Kobieta obróciła się szybko.
– Jest tu ktoś? – zapytała w przestrzeń.
Frost zrozumiał, że go nie widzi. Upadł na kolana, czując ogromny ból od przenikającego go na wylot wzroku jasnowłosej. Kobieta przez chwilę marszczyła brwi, jakby próbowała sobie coś przypomnieć.
–„ Naprawdę można zapomnieć przyjaciela w kilka minut?” – Jack podniósł głowę, ale nie miał siły powiedzieć tego na złość.
A tymczasem Elsa próbowała zrozumieć, dlaczego czuje w sercu pustkę, jakby ktoś wyrwał jego kawałek. Ale nikt tego nie zrobił. Ona sama je zamroziła.
– Dlaczego nikt mi niczego nie wyjaśnił?! – nagle wybuchła Anna. – Wtedy bym wszystko mogła zrozumieć!
– Robiłam to co za słuszne uważali rodzice. Byłaś już prawie dorosła, może chcieli ci wszystko powiedzieć po powrocie z wyprawy... Może... – w oczach królowej pojawiły się łzy. – Widzisz, że sama nie mogłam się na to zdobyć - pokazała lodowe kolce. – Nie czułam się gotowa...
Frost patrzył jak rudowłosa podchodzi do siostry obejmującej się rękami i kładzie jej łagodnie dłoń na ramieniu. Był tu niepotrzebny.
– Rozumiem Elso, rozumiem. Wszystko będzie dobrze – szeptała cicho Anna.
Po policzkach jasnowłosej zaczęły spływać łzy. W świetle świec wiszących na ścianach iskrzyły się jak drobne diamenciki. Albo odłamki lodu. Jack cicho zaczął się wycofywać. Siostry musiały ułożyć swoje życie bez niego, stworzyć nowe wspomnienia, a nie opierać się na starych.
– Zaczekaj! – krzyknęła za nim królowa.
Bijąc się z własnymi myślami, powoli obrócił się w jej kierunku. Ku jego największemu zdumieniu, kobieta uwiesiła mu się na szyi. Niepewnie odwzajemnił uścisk. Ze łzami w oczach wydawała się taka drobna i bezsilna. A jej serce skrywało przecież ogromny dar, wielkie brzemię i odpowiedzialność. Drugą ukazywała korona wśród jasnych włosów.
– Tęskniłam... – nagle oderwała się od niego i uderzyła zdezorientowanego białowłosego w policzek. – Zostawiłeś mnie!
Otworzyła szerzej oczy, kiedy tamten zaczął się śmiać.
– Ale wróciłem – spoważniał. – Żeby cię przeprosić – dodał.
Rozchyliła usta, chcąc coś odpowiedzieć, ale przerwała jej siostra:
– Elso, musisz roztopić lód, zanim ktoś go zauważy – wskazała ręką kolce.
– Kiedy ja nie potrafię... – mimo swoich słów uniosła ręce i wyciągnęła je w kierunku lodu.
Jednak było już za późno. Z sali balowej wypadł niemiecki arystokrata.
– Domagam się widzenia z królową! Szampan jest... – przerwał w połowie zdania, zauważając sytuację na korytarzu
– Czarna magia! Wiedziałem, że dzieje się tutaj coś złego!
– Pan nic nie rozumie! – zaczęła oponować Anna, jednak nie powstrzymało to przerażonych szeptów wśród powiększającej się grupki gości.
Jack kątem oka zauważył, że Elsa ucieka. Pobiegł za nią, słysząc też kroki kilku innych osób. Na placu zamkowym ludzie skandowali „Niech żyje królowa!” i wiwatowali. Chcieli wznieść toast grzanym winem, ale kobieta zniknęła w tłumie, przeciskając się między poddanymi.
– Elso! – zawołali za nią jednocześnie Frost i siostra.
Przez przypadek oparła się o fontannę. Woda wystrzeliła do góry i zamarzła w przerażającym kształcie. Wszyscy zamarli, gwar ucichł.
– Łapać ją! To wiedźma! – krzyknął arystokrata, którego nazwiska nikt nie potrafił zapamiętać.
Jednak królowa już dobiegła do wyjścia z krużganek. Ziemia pod jej stopami pokrywała się lodem, ścinając brzeg wąskiej zatoki. Odwróciła się, w oddali widząc twarze Anny i Jacka. Biegli ramię w ramię, co chwila ją wołając. Elsa zacisnęła dłonie i stawiała kolejne kroki, kra sięgała coraz dalej. W końcu kobieta puściła się biegiem. Kiedy pościg dotarł do brzegu, zniknęła między pniami. Frost nie czekając na nic wzbił się w powietrze, ale księżniczka pociągnęła go za nogawkę z powrotem na ziemię.
– To ja ją sprowokowałam, więc ja powinnam za nią pójść.
– Dla mnie ważniejszy jest czas niż honor czy tam moralność – chłopak wzruszył ramionami i odleciał.
Bacznie obserwował otoczenie, ale korony drzew zasłaniały mu wszystko. W końcu opadł na śnieg i ruszył znikającymi w świeżym puchu śladami przyjaciółki. Kiedy skończył się las ponownie dał się prowadzić wiatrowi. Nagle zaplątał się w coś fioletowego. Ze zdziwieniem stwierdził, że to płaszcz Elsy. Rozejrzał się i zauważył jej drobną postać biegnącą po lodowych schodach nad przełęczą.
Mam tę moc! Mam tę moc!
Mój jest wiatr, okiełznam śnieg!
Mam tę moc! Mam tę moc!
I zamiast łez jest śmiech!
Wreszcie ja, zostawię ślad!
Co tam burzy gniew...
W miarę zbliżania się, śpiew był coraz głośniejszy, a wokół nich powstawał lodowy pałac.
Moc mojej władzy lodem spada dziś na świat.
A duszę moją w mroźnych skrach, ku górze niesie wiatr!
I myśl powietrze tnie jak kryształowy miecz!
Nie zrobię kroku w tył!
Nie spojrzę nigdy wstecz!
Jack usiadł na barierce balkonu, patrząc na przemianę, jaka zachodziła w królowej.
Mam tę moc! Mam tę moc!
Z nową zorzą zbudzę się!
Mam tę moc! Mam tę moc!
Już nie ma tamtej mnie!
Oto ja, stanę w słońcu dnia!
Co tam burzy gniew!
Od lat coś w objęcia chłodu mnie pcha.
Drzwi balkonowe zamknęły się za nią i uderzyły go w nos*. Jęknął cicho i je otworzył. Kobieta obróciła się szybko.
– Jest tu ktoś? – zapytała w przestrzeń.
Frost zrozumiał, że go nie widzi. Upadł na kolana, czując ogromny ból od przenikającego go na wylot wzroku jasnowłosej. Kobieta przez chwilę marszczyła brwi, jakby próbowała sobie coś przypomnieć.
–„ Naprawdę można zapomnieć przyjaciela w kilka minut?” – Jack podniósł głowę, ale nie miał siły powiedzieć tego na złość.
A tymczasem Elsa próbowała zrozumieć, dlaczego czuje w sercu pustkę, jakby ktoś wyrwał jego kawałek. Ale nikt tego nie zrobił. Ona sama je zamroziła.
*Jakby ktoś zauważył: w filmie drzwi pałacowego balkonu zamykają się od zewnątrz, więc wepchnęłyby naszego Jacka do środka, ale tak mi się napisało i tak zostało.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Rok, prawie rok i żadnego odzewu od współautorek (nie ładnie to tak, Amebo, Wiktoria się odezwała!), albo też nie mają weny na ciągnięcie tego (no, już trochę lepiej...).
Tak więc powitajcie ostatni rozdział.
*szmuteczkowe fanfarki*
Jeśli się okaże, że ktoś jeszcze tu jest i skomentuje to specjalnie dla tego ktosia/ktosiów (marzenie ściętej głowy, tu zionie pustkami, Amebo) napiszę epilog, żeby to zgrabniej zakończyć.
A jeśli w którejś współautorce obudzi się zew natury i wyskoczy z konfetti „Wracam, piszemy!”, to wybaczcie, ale beze mnie. Mam takie wrażenie, może trochę na wyrost, że się uganiałam za wszystkimi, próbowałam się skontaktować i zawsze byłam olewana (znowu zapominasz o Wiktorii, gupku jeden!). Pomijając kichaną Wikę (uff!).
Być może to taka samowolka z mojej strony, spisać blog na straty i nieudane eksperymenty, ale chyba mam powód, prawda?
Do ewentualnego napisania,
~Ameba/Anka/Domestos (co kto woli)
P.S. Tak, ja tymi nawiasami rozmawiam sama ze sobą.
Rok, prawie rok i żadnego odzewu od współautorek (nie ładnie to tak, Amebo, Wiktoria się odezwała!), albo też nie mają weny na ciągnięcie tego (no, już trochę lepiej...).
Tak więc powitajcie ostatni rozdział.
*szmuteczkowe fanfarki*
Jeśli się okaże, że ktoś jeszcze tu jest i skomentuje to specjalnie dla tego ktosia/ktosiów (marzenie ściętej głowy, tu zionie pustkami, Amebo) napiszę epilog, żeby to zgrabniej zakończyć.
A jeśli w którejś współautorce obudzi się zew natury i wyskoczy z konfetti „Wracam, piszemy!”, to wybaczcie, ale beze mnie. Mam takie wrażenie, może trochę na wyrost, że się uganiałam za wszystkimi, próbowałam się skontaktować i zawsze byłam olewana (znowu zapominasz o Wiktorii, gupku jeden!). Pomijając kichaną Wikę (uff!).
Być może to taka samowolka z mojej strony, spisać blog na straty i nieudane eksperymenty, ale chyba mam powód, prawda?
Do ewentualnego napisania,
~Ameba/Anka/Domestos (co kto woli)
P.S. Tak, ja tymi nawiasami rozmawiam sama ze sobą.
Gdzie terrorysta, którego czytałam wcześniej? (VIPy wiedzą)
OdpowiedzUsuńJa również się wycofuję jakby co z bloga. Tylko z innego powodu: Jelsa już mnie nie kręci.
Pustki tu będą, niestety ;P
Terrorysta grzecznie czeka w notatkach na dobrą okazję do ujawnienia się, hyh.
UsuńBleh, ale się poważnie zrobiło...
To trza przywrócić humorek XD
UsuńDaj terrorystę na BS *le lenny face* XD
Ja tuuuuu jeeeesteeeem. Hahahahaha. Jestem nienormalna.
OdpowiedzUsuńApsik. Dostanę epiloooga ?
Ale to smuuuutne.
Kurczak. Po tym walniętym początku nie jestem wiarygodna. Oookej, od początku.
Heej. Ciekawie. Bardzo. Wow. Zaskoczyłaś. Ciekawie wpasowany wątek do filmu. Mam nadzieję, że Jack roztopi serce Królowej :) Ale w przenośni. Obstawiam że walnie go lodem. Hahaha
Tak, jestem dziwna. I piszę fanfik na prośbę przyjaciółki. Zwariowane co ?
Chyba muszę wyjść z domu. Znaczy, nie że rzadko wychodzę. Rodzice mnie wypuszczają. Pewnie mają mnie dość :)
Pozdrówka !
http://biedronkaiczarnykotwjejoczach.blogspot.com
Dostaniesz epiloga w zamian za swój zacny i pozytywnie pokręcony komentarz i zwrócenie mi humoru, który mi ostatnio uporczywie jest kradziony ;)
Usuń