expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>
Obecnie blog przechodzi korekty, w trakcie pisania jest epilog, po którego opublikowaniu blog zostanie oficjalnie zamknięty.

czwartek, 8 stycznia 2015

I. Wypadek

– Berek, ty gonisz, Jack! Ha, nie złapiesz mnie, ślamazaro! – w pustych pokojach norweskiego Arendelle od ścian echem odbijał się dziewczęcy głos.
Po śliskiej powierzchni podłogi pokrytej cienkim lodem sunęła na łyżwach para największych urwisów jakich widział świat. Księżniczka Arendelle, Elsa Luna Klementyna II oraz... hm, po prostu Jack Frost. Może jednak nie tak po prostu, to był Wielki Jack Frost, zabawne dziecko Księżyca. Chłopak pomimo, że miał za sobą ponad trzysta lat, dotknięty mocą srebrnego przyjaciela całkiem nieźle się trzymał. Co prawda, jego włosy były pobielały, ale poza tym pozostał w ciele siedemnastolatka. Wręcz nienaturalnie chuda sylwetka i ładna, zgrabna twarz dodawały mu uroku. Dziewczynka natomiast była pięcioletnią, chodzącą słodyczą. Jasnobrązowe włosy okalające drobną, bladą twarzyczkę i duże, brązowe oczy niejednego by powaliły. Elsa zazwyczaj nosiła warkocz, żeby kosmyki nie wpadały się w oczy, lecz tej nocy Jack wyrwał ją ze snu, tłumacząc, że czuł się samotny, więc co chwila odgarniała je z czoła. Jednak nie przeszkadzało jej to, bo rozumiała Frosta, była jedyną osobą, która go widziała, więc jeśli nie przebywał z nią, był zdany wyłącznie na siebie. Smuciła ją sytuacja przyjaciela, wiele razy proponowała mu pozostanie w zamku. Jednak on za każdym razem kategorycznie odmawiał, tłumacząc, że woli ciszę lasu niż hałas miasta.
– Szybciej, księżniczko dąsalska! – naigrawał się z niej chłopak.
Dziewczynka jak na komendę przystanęła, spojrzała na Jack'a i zmarszczyła brwi, tupiąc drobną nóżką.
– Nie mów do mnie „księżniczko dąsalska”, ja się nie dąsam!
Widząc jej reakcję białowłosy zaśmiał się pod nosem i, nie chcąc popsuć sobie przedniej zabawy, zapytał.
– Aha... To co teraz robisz?
Ten argument zbił z tropu następczynię tronu. Jednak każde dziecko dysponuje magicznym zdaniem, którego używa, gdy dyskusja obraca się na ich niekorzyść.
– Powiem wszystko mamie!
– Nie wolno ci, rozumiesz? – Frost od razu pochylił się nad nią i pogroził jej palcem.
Elsa spojrzała na niego ze strachem. Białowłosy odetchnął głęboko i zanucił kołysankę, którą śpiewał jej do snu co noc.
– Przecież pamiętasz, niech nie wie nikt, nie zdradzaj nic...
– Żadnych uczuć, od teraz tak masz żyć... – dokończyła ze smutkiem. – Jack, przepraszam, ja tylko żartowałam! – zadeklarowała po chwili.
– Nawet ci się udało – oznajmił z uśmiechem, chcąc poprawić jej humor. – A teraz chodź! – chwycił ją za rękę i zaprowadził do obszernej sali tronowej. – To będzie doskonałe miejsce na zabawę! - ruchami dłoni utworzył śnieżkę i rzucił ją pod sufit, gdzie wybuchła jak fajerwerk, sypiąc śniegiem i tworząc piękny, zimowy krajobraz. – Gotowa?
– Aha! – brązowowłosa skinęła głową z podekscytowaniem.
Razem zaczęli lepić bałwany o rozmaitych kształtach, zazwyczaj jednak miały śmiesznie małe głowy i szerokie brzuchy. Elsa, wierząc, że kiedyś śnieżne stworki ożyją, tuliła każdego po kolei. W pewnym momencie Frostowi wydawało się, że usłyszał, jak dziewczynka przemawia do jednego z bałwanków.
– Jesteś śliczny i bardzo cię kocham. Jeśli chcesz, możesz być moim przyjacielem, ale wybacz mi, jeśli czasem będę cię zaniedbywać, gdy będę zajęta zabawą z Jack'iem. Bo wiesz, Dudusiu... On jest dla mnie jak brat!
Chłopak poczuł ciepło rozlewające się po jego ciele, chciał jej podziękować za te słowa, przytulić... I wtedy niechcący dotknął jej głowy koniuszkiem laski. Księżniczka wyprostowała się nienaturalnie i uniosła parę centymetrów nad ziemię jak opętańcy w drugorzędnym horrorach. Jej włosy stały się jaśniejsze, skóra zbladła jeszcze bardziej, a niebieskie z zimna usta pokryły się szronem. Frost zastygły w przerażeniu patrzył, jak małe ciało uderza z całej siły o posadzkę.
– Elsa! – krzyknął nagle i podbiegł do niej, potykając się o własne nogi. – Elsa, Elsa... – powtarzał jej imię jak mantrę, przyklękając i kładąc jej głowę na kolanach. – Elsa... – wyszeptał ponownie, jakby to miała być litania, pokuta za jej śmierć.
Śmierć? Białowłosy spojrzał na dziewczynkę w swoich ramionach. Nie, ona nie mogła umrzeć, miała dom, rodzinę, była jego siostrą, to się nie mogło dziać naprawdę. Zacisnął powieki i zaczął płakać jak małe dziecko.
– Jack... – miał wrażenie, że słyszy jej cichy głos z oddali nieskończonego korytarza, nie mógł do niej dotrzeć. – Jack.
Otworzył oczy i zobaczył Elsę w łunie księżycowego blasku. Nie umarła. To było coś gorszego od umierania. Ona... Zamarzła.







[pierwotna wersja napisana przez Love Lullaby, korekta wprowadzona przez Amebę-chan]

6 komentarzy :

  1. Pierwszy rozdział świetny, plus strasznie mi się podoba wygląd bloga! Czekam na next.

    OdpowiedzUsuń
  2. Co dużo mówić. Royal jak Royal, po prostu zajebiście :-D
    Rav

    OdpowiedzUsuń
  3. O.o To już napisałaś? Nie mówię, że źle, bo rozdział świetny, ale żeś zabiła mi ćwieka. Jak to kontynuować, żeby nie zepsuć??? Jakoś sobie poradzę chyba. A nie mogę napisać "czekam na nexta", bo sama go muszę stworzyć. A więc do roboty! Jeszcze jedno. Z tego co wiem mamy siódmą Jelsowiczkę, więc twoja kolej przy 8 rozdziale ;-).
    Anna

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój kolega to przeczytał jego reakcja: ,,Jestem twoją fanką!" ^^ kocham i na nexta czekam! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Na razie ciekawie się zapowiada. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytam to co dziennie. I coś zauważyłam. Czyn, który uczynił?! Masło maślane xD dla mnie to spoko, kocham takie błędy;)

    OdpowiedzUsuń