– Berek, ty gonisz, Jack! Ha, nie złapiesz mnie, ślamazaro!
– w pustych pokojach norweskiego Arendelle od ścian echem odbijał
się dziewczęcy głos.
Po śliskiej powierzchni podłogi
pokrytej cienkim lodem sunęła na łyżwach para największych
urwisów jakich widział świat. Księżniczka Arendelle, Elsa Luna
Klementyna II oraz... hm, po prostu Jack Frost. Może jednak nie tak
po prostu, to był Wielki Jack Frost, zabawne dziecko Księżyca.
Chłopak pomimo, że miał za sobą ponad trzysta lat, dotknięty
mocą srebrnego przyjaciela całkiem nieźle się trzymał. Co
prawda, jego włosy były pobielały, ale poza tym pozostał w ciele
siedemnastolatka. Wręcz nienaturalnie chuda sylwetka i ładna,
zgrabna twarz dodawały mu uroku. Dziewczynka natomiast była
pięcioletnią, chodzącą słodyczą. Jasnobrązowe włosy okalające
drobną, bladą twarzyczkę i duże, brązowe oczy niejednego by
powaliły. Elsa zazwyczaj nosiła warkocz, żeby kosmyki nie wpadały
się w oczy, lecz tej nocy Jack wyrwał ją ze snu, tłumacząc, że
czuł się samotny, więc co chwila odgarniała je z czoła. Jednak
nie przeszkadzało jej to, bo rozumiała Frosta, była jedyną osobą,
która go widziała, więc jeśli nie przebywał z nią, był zdany
wyłącznie na siebie. Smuciła ją sytuacja przyjaciela, wiele razy
proponowała mu pozostanie w zamku. Jednak on za każdym razem
kategorycznie odmawiał, tłumacząc, że woli ciszę lasu niż hałas
miasta.
– Szybciej, księżniczko dąsalska! – naigrawał
się z niej chłopak.
Dziewczynka jak na komendę przystanęła,
spojrzała na Jack'a i zmarszczyła brwi, tupiąc drobną nóżką.
– Nie mów do mnie „księżniczko dąsalska”, ja się nie
dąsam!
Widząc jej reakcję białowłosy zaśmiał się pod
nosem i, nie chcąc popsuć sobie przedniej zabawy, zapytał.
–
Aha... To co teraz robisz?
Ten argument zbił z tropu
następczynię tronu. Jednak każde dziecko dysponuje magicznym
zdaniem, którego używa, gdy dyskusja obraca się na ich
niekorzyść.
– Powiem wszystko mamie!
– Nie wolno ci,
rozumiesz? – Frost od razu pochylił się nad nią i pogroził jej
palcem.
Elsa spojrzała na niego ze strachem. Białowłosy
odetchnął głęboko i zanucił kołysankę, którą śpiewał jej
do snu co noc.
– Przecież pamiętasz, niech nie wie nikt,
nie zdradzaj nic...
– Żadnych uczuć, od teraz tak masz
żyć... – dokończyła ze
smutkiem. – Jack, przepraszam, ja tylko żartowałam! –
zadeklarowała po chwili.
– Nawet ci się udało – oznajmił
z uśmiechem, chcąc poprawić jej humor. – A teraz chodź! –
chwycił ją za rękę i zaprowadził do obszernej sali tronowej. –
To będzie doskonałe miejsce na zabawę! - ruchami dłoni utworzył
śnieżkę i rzucił ją pod sufit, gdzie wybuchła jak fajerwerk,
sypiąc śniegiem i tworząc piękny, zimowy krajobraz. – Gotowa?
– Aha! – brązowowłosa skinęła głową z
podekscytowaniem.
Razem zaczęli lepić bałwany o rozmaitych
kształtach, zazwyczaj jednak miały śmiesznie małe głowy i
szerokie brzuchy. Elsa, wierząc, że kiedyś śnieżne stworki
ożyją, tuliła każdego po kolei. W pewnym momencie Frostowi
wydawało się, że usłyszał, jak dziewczynka przemawia do jednego
z bałwanków.
– Jesteś śliczny i bardzo cię kocham. Jeśli
chcesz, możesz być moim przyjacielem, ale wybacz mi, jeśli czasem
będę cię zaniedbywać, gdy będę zajęta zabawą z Jack'iem. Bo
wiesz, Dudusiu... On jest dla mnie jak brat!
Chłopak poczuł
ciepło rozlewające się po jego ciele, chciał jej podziękować za
te słowa, przytulić... I wtedy niechcący dotknął jej głowy
koniuszkiem laski. Księżniczka wyprostowała się nienaturalnie i
uniosła parę centymetrów nad ziemię jak opętańcy w drugorzędnym
horrorach. Jej włosy stały się jaśniejsze, skóra zbladła
jeszcze bardziej, a niebieskie z zimna usta pokryły się szronem.
Frost zastygły w przerażeniu patrzył, jak małe ciało uderza z
całej siły o posadzkę.
– Elsa! – krzyknął nagle i
podbiegł do niej, potykając się o własne nogi. – Elsa, Elsa...
– powtarzał jej imię jak mantrę, przyklękając i kładąc jej
głowę na kolanach. – Elsa... – wyszeptał ponownie, jakby to
miała być litania, pokuta za jej śmierć.
Śmierć? Białowłosy
spojrzał na dziewczynkę w swoich ramionach. Nie, ona nie mogła
umrzeć, miała dom, rodzinę, była jego siostrą, to się nie mogło
dziać naprawdę. Zacisnął powieki i zaczął płakać jak małe
dziecko.
– Jack... – miał wrażenie, że słyszy jej cichy
głos z oddali nieskończonego korytarza, nie mógł do niej dotrzeć.
– Jack.
Otworzył oczy i zobaczył Elsę w łunie księżycowego
blasku. Nie umarła. To było coś gorszego od umierania. Ona...
Zamarzła.
[pierwotna wersja napisana przez Love Lullaby, korekta wprowadzona przez Amebę-chan]
Pierwszy rozdział świetny, plus strasznie mi się podoba wygląd bloga! Czekam na next.
OdpowiedzUsuńCo dużo mówić. Royal jak Royal, po prostu zajebiście :-D
OdpowiedzUsuńRav
O.o To już napisałaś? Nie mówię, że źle, bo rozdział świetny, ale żeś zabiła mi ćwieka. Jak to kontynuować, żeby nie zepsuć??? Jakoś sobie poradzę chyba. A nie mogę napisać "czekam na nexta", bo sama go muszę stworzyć. A więc do roboty! Jeszcze jedno. Z tego co wiem mamy siódmą Jelsowiczkę, więc twoja kolej przy 8 rozdziale ;-).
OdpowiedzUsuńAnna
Mój kolega to przeczytał jego reakcja: ,,Jestem twoją fanką!" ^^ kocham i na nexta czekam! :D
OdpowiedzUsuńNa razie ciekawie się zapowiada. :)
OdpowiedzUsuńCzytam to co dziennie. I coś zauważyłam. Czyn, który uczynił?! Masło maślane xD dla mnie to spoko, kocham takie błędy;)
OdpowiedzUsuń