Białowłosy położył Elsę na swoich
kolanach i próbował zahamować płacz. Jednak piekące oczy łzy
spływały po jego policzkach i skapywały na twarzyczkę
dziewczynki, rozpuszczając majestatyczne wzory ze szronu. W myślach
chłopaka trwał wyścig obietnic w zamian za pomoc od Księżyca.
Jak mógłby żyć bez swojej małej przyjaciółki, siostry... Po
prostu dziecka, które zgodnie ze swoją misją na świecie powinien
uszczęśliwiać. Zawiódł, zamiast uśmiechu na ustach księżniczki
gościł zimny, nieprzyjazny lód. Co powiedzą jej rodzice, kiedy
przyjdą tu porankiem, nie zastając wcześniej Elsy w jej komnacie?
Czy on będzie w stanie sobie wybaczyć, pozbawiając świat
najdroższej sobie osoby? Całe jego poczucie winy, żal i smutek
zebrały się w desperackim krzyku, którego echo poniosły korytarze
zamku.
– Nie! Zabierz mnie, ale ona nie
może umrzeć! – skierował niebieskie, roziskrzone złudną
nadzieją i łzami spojrzenie na widoczny za oknami Księżyc.
Jednak srebrzysta tarcza trwała
nieruchomo na swoim miejscu na niebie, jakby tej nocy nie wydarzyło
się nic szczególnego. Jack ze zrezygnowaniem przytulił
księżniczkę, a gdzieś w jego głowie kołatała myśl, że to
ostatnie pożegnanie. Lecz zanim przyjął to do wiadomości, wyczuł
delikatne bicie dziecięcego serduszka i płytki, ale regularny
oddech. Większej ulgi niż w tamtym momencie nie poczuł nigdy w
życiu. Wziął Elsę delikatnie na ręce i ruszył obszernym
korytarzem w kierunku niebiesko-różowej komnaty. Ostrożnie
przekroczył drzwi, zręcznie wymijając rozrzucone po podłodze
szmaciane lalki, drewniane koniki i pluszowe misie. Następczyni
tronu zawsze bawiła się do późna, ale niemal nigdy po sobie nie
sprzątała, twierdząc, że nie ma takiej potrzeby, skoro następnego
dnia znów zrobi bałagan. Tej dziecięcej tezy nie mogli obalić
nawet jej rodzice, uparcie twierdzący, że w nocy zabawki powinny
spoczywać w wielkiej skrzyni pod oknem. Frost ułożył księżniczkę
w błękitnym łóżku z baldachimem i jedwabną pościelą.
Przykrywając ją kołdrą z ludowym, kwiatowym wzorem, zauważył,
że lód na jej skórze powoli topnieje. Poczuł lekkie, ale
uporczywe ukłucie niepokoju. Niemożliwym było, aby Elsa obudziła
się rano tak jak co dzień i zajęła się swoimi sprawami, nie
odczuwając konsekwencji zamarznięcia. Jednak białowłosy wiedział,
że nie może wiele zwojować, więc postanowił pozostawić ją pod
opieką Księżyca. Rzucił małej przyjaciółce, ostatnie tej nocy,
długie spojrzenie i wyleciał przez okno. Mimo tego, że ufał
srebrzystemu przewodnikowi nocnego nieba, Jack wylądował na
drzewie, kilka metrów od kamiennej ściany zamku, aby móc
obserwować sytuację. Usiadł na jednej z grubszych gałęzi i
czekał, wpatrując się w gwiazdy, aż te zaczęły blednąć na tle
pomarańczowego nieba. Wschód słońca i kolejny dzień, który
rozpoczął poddenerwowany krzyk królowej Arendelle.
– O mój Boże, moja córeczka!
Księżniczka obudziła się na dźwięk
głosu matki i leniwie otworzyła oczy. Spojrzała zaspana na
rodzicielkę, jednocześnie próbując sobie przypomnieć, co
wydarzyło się w nocy podczas zabawy z Frostem i jak trafiła do
swojego pokoju. Nie rozumiała, dlaczego władczyni stała kilka
metrów od jej łóżka i patrzyła na nią z przerażeniem w
ciemnych oczach, zasłaniając usta dłońmi, jakby coś zmuszało ją
do krzyku. Po chwili do komnaty wszedł ojciec Elsy, w pierwszej
kolejności kierując się do żony.
– Wszystko w porządku,
moja droga? – zapytał z troską w głębokim głosie, nieco
zachrypniętym od częstych przemówień. – Nie możesz się
denerwować, jesteś w ciąży – odruchowo spojrzał na brzuch
kobiety, który był już mocno zaokrąglony.
Za trzy miesiące na
świat miał przyjść albo Ludmił Kazimierz Bogumił V,
odziedziczając imiona po dziadku, albo Anna Samanta Eryka I.
–
Spójrz na naszą córeczkę – królowa drżącym palcem wskazała
księżniczkę, która gramoliła się z pościeli z zamiarem
przywitania rodziców ciepłym uściskiem.
Jednak ton głosu matki
zatrzymał ją w miejscu. Rodzice patrzyli na nią, jakby była obcym
człowiekiem.
– O-o co chodzi? – spytała przestraszonym
głosem, mając ochotę schować się przed ich wzrokiem z powrotem
pod kołdrą.
– Elso, coś ty zrobiła? – to była jedyna
odpowiedź, jaką dostała od króla.
Następczyni tronu, kierując
się przeczuciem, spojrzała w lustro wbudowane w drzwi zdobionej
szafy. W jego tafli nie odbijała się drobna szatynka o brązowych
oczach, tak jak to być powinno. W szkle stała zdumiona,
niebieskooka dziewczynka o bardzo bladej cerze, której fale
jasnoblond włosów opadały splątanymi kosmykami na ramiona.
Księżniczka poruszyła nerwowo dłonią, sprawdzając czy odbicie
na pewno należy do niej. Jednak ono powtórzyło bezbłędnie jej
ruch. Gdzieś w głębi serca następczyni tronu podobał się nowy
wygląd, ale jednocześnie czuła, że w niekontrolowany sposób
odłącza się od rodziny.
– Ja n-nie wiem jak... –
wybełkotała, czując na sobie zaniepokojony wzrok rodziców.
Od
dalszych wyjaśnień wybawiły ją krzyki pokojówek i wpadnięcie
jednej z nich do komnaty.
– Panie... – oddychała ciężko
jak po długim biegu, a w jej oczach malowało się przerażenie,
które dostrzegła chyba jedynie Elsa.
– Elizabeth, rozumiem,
że to dopiero trzeci dzień twojej pracy tutaj, jednak pukanie do
drzwi i opanowanie to podstawy, jeśli chcesz utrzymać posadę –
stwierdził spokojnym, ale surowym tonem władca Arendelle.
–
Panie, nie ma czasu – młoda kobieta chciała powiedzieć coś
więcej, ale zabrakło jej tchu.
– Na naukę zawsze jest czas,
więc uspokój się, proszę, a potem wyjaśnij, co się dzieje.
– Pożar, panie! Na zamku wybuchł pożar! – wykrztusiła z
trudem, na co twarz króla stężała.
– Wychodzimy, szybko! –
zarządził, zwracając się do żony i córki.
Dla księżniczki
pocieszeniem w tej okropnej sytuacji było, że sprawa jej przemiany
z pewnością została odłożona daleko w czasie. Teraz biegła za
rodzicami, przypominając sobie jak kilka godzin temu ślizgała się
na łyżwach tym samym korytarzem, którym teraz uciekała. Wtedy
śmiała się, a teraz miała tak poważny wyraz twarzy, że nikt nie
powiedziałby, że ma zaledwie pięć lat. Mimo młodego wieku
rozumiała powagę sytuacji, że może więcej nie zobaczy
najlepszego przyjaciela, straci dom... Dziewczynka czuła w
koniuszkach palców dziwną energię, która rozchodziła się po
całym jej ciele. Za kilka minut miała dowiedzieć się, co ona ze
sobą niesie.
– Masz strasznie zimne dłonie, kochanie –
szepnęła królowa, kiedy dla dodania otuchy córce i sobie, złapała
ją za rękę.
W oczach kobiety można było dostrzec zmęczenie,
chroniła nie tylko siebie, ale także dziecko, które nieświadome
spoczywało w jej łonie. Przynajmniej ono się nie bało. Portrety
przodków spoglądały ponuro na szaleńczą ucieczkę potomnych,
wisząc od lat na ścianach. Stare, dębowe drzwi z żelaznymi
wzmocnieniami były kilka metrów przed nimi, za zakrętem
prowadzącym do głównego korytarza. Minęli go i zatrzymali się w
bezruchu. Władczyni Arendelle osunęła się nieprzytomna na ziemię
od nadmiaru emocji i stresu. Mąż złapał ją, ręką obejmując
jej talię, zanim kobieta uderzyła głową o ziemię i położył
głowę ukochanej na kolanach. Elsa wpatrywała się w płonące
wyjście, z drzwi zostały już jedynie resztki metalowych okuć.
Płomienie zaczynały pochłaniać czerwony dywan biegnący aż do
sali audiencyjnej.
– To koniec? – rzuciła pytanie jedna z
roztrzęsionych służących.
Król w zamyśleniu przyciągnął
do siebie córkę, szukając w pamięci najbliższego alternatywnego
wyjścia. Jasnowłosa niemal od razu wyrwała się w objęć,
zaciskając dłonie w piąstki. Energia w jej ciele pulsowała,
ogarniając całe ciało chłodem i poczuciem siły. Wystarczyło
uwierzyć w pomoc Księżyca, przecież on był przy ludziach zawsze,
nawet jeśli przyćmiony blaskiem Słońca.
– To nie koniec! –
z zaciętym wyrazem twarzy tupnęła nogą, zwracając na siebie
uwagę wszystkich.
Gdy drobna stópka dziewczynki dotknęła
ziemi, wypłynął spod niej lód, pokrywając cienką warstwą
posadzkę i gasząc języki ognia, które dosięgły dywanu. Elsa,
nie zważając na zdumione, a wręcz przerażone spojrzenia wokół
siebie, stanęła naprzeciw szalejącego żywiołu ognia i wyciągnęła
ręce przed siebie. Chwilę wpatrywała się w swoje palce, skupiając
w nich energię. Wierzyła, że prowadzi ją sam Księżyc, kiedy z
jej dłoni wystrzelił lód. Zacisnęła oczy, błagając, żeby jej
moc okazała się na tyle silna, żeby zamrozić płomienie. Może
gdyby Jack jej pomógł... Jednak białowłosy spał w najlepsze na
gałęzi drzewa, nieświadomy tego, co się wokół niego działo.
Niebezpiecznie przechylał się na prawą stronę, aż w końcu spadł
na niższe konary, a następnie zdrowo rąbnął o ziemię. Gdyby nie
pomoc wiatru i nieśmiertelność, zapewne skończyłby ze skręconym
karkiem. Frosta otrzeźwił dopiero ból w sercu, kiedy ktoś przez
niego przeszedł. Skrzywił się z zamiarem obrzucenia śmiałka
śniegiem, jednak wygląd postaci przyprawił go o dreszcze
rozchodzące się po plecach. Osoba wyglądająca na mężczyznę w
młodym wieku, miała na sobie czarny płaszcz, pod szerokim kapturem
błyszczały oczy, wyrażające złowrogi triumf. Jack powiódł za
tym spojrzeniem, a widok zamroził mu krew w żyłach. Frontowa część
zamku płonęła. Tak bardzo obawiał się śmierci Elsy, a stało
się coś dużo gorszego. Postać w płaszczu zaśmiała się pod
nosem i pobiegła w stronę portu, ale chłopak już nie zwracał na
nią uwagi. Wpatrywał się w płomienie jak zahipnotyzowany, a jego
przerażone źrenice odbijały je w wielokrotnym pomniejszeniu. W
głowie kołatała mu myśl, że powinien lecieć tam i pomóc
ludziom w niebezpieczeństwie, ale nie potrafił wykonać żadnego
ruchu. Bardziej niż ognia białowłosy bał się tylko
nieprzeniknionych wód jezior. Biernie patrzył, jak języki ognia
dosięgają drewnianych dachówek. Po Arendelle niosły się krzyki
mieszczan, którzy rozpaczliwie biegali z wiadrami pełnymi wody.
– Wybacz, mała – to były jedyne słowa, które cichym i
rozpaczliwym szeptem przebiły się przez jego strach.
Chciał
uciec jak najdalej od pomarańczowego blasku. Jednak coś nie
pozwalało mu uciec. Za bardzo martwił się o Elsę, by stchórzyć
i odlecieć. Jak mógłby jej to zrobić?
[rozdział i jego korekta napisana przez Amebę-chan]
Ale super!!!
OdpowiedzUsuńDzięki :-*
Usuń*.* Nie powala? Kobieto,ja tak pisać nie umiem!!!!
OdpowiedzUsuńJezu, tera ja... Na 100% coś z chrzanię i będziecie na mnie źli :P
Ty tak pisać nie umiesz? O.O Śmiech na sali!
UsuńNie pokiełbasisz (chrzan i kiełbasa xD).
Ania
Lubię kiełbasę xD
UsuńJa też:3
UsuńA ja nie lubię chrzanu xD
UsuńAnia
Ja tez nie xD
Usuń